Jeden z naszych czytelników, Pan Mirosław Sznejder, postanowił podzielić się z innymi swoimi odczuciami dotyczącymi zwyczajów panujących na drogach i ulicach z punktu widzenia kierowcy. List Pana Mirosława publikujemy w całości i zapraszamy do dyskusji.
Poniżej treść listu Pana Mirosława:
Krążą najróżniejsze opinie o kierowcach z Łomży czy okolic Łomży. Jedni w to wierzą, drudzy "gotują się" na wzmiankę o sposobie prowadzenia samochodu czy zachowania się na drodze, jeszcze inni zmotoryzowani "olewają" to co się o nich mówi.
Mamy doskonałą okazję do sprawdzenia tego co o nas piszą. Wystarczy wsiąść za kółko i wyjechać na ulice Łomży. Sprzyja temu przedświąteczny czas. Możemy dość obiektywnie spojrzeć na zachowania na drodze.
Na pewno wiele razy słyszeliśmy dowcipy czy anegdoty o kierowcach zostawiających samochód pod Warszawą w Markach, następnie wsiadających w autobus do centrum Warszawy, bo "nie da rady". Owszem z częścią się zgodzę. Znam osobę, która jadąc do Łomży zostawiała samochód w Miastkowie i wsiadała w autobus do Łomży. Ale z racji wieku tej osoby jestem w stanie to zrozumieć.
Agresja na drodze, wyzwiska, przepychanki, wyścigi. Może nie spotykamy się z tym w naszym mieście aczkolwiek mogę się założyć, że w każdym aucie panuje specyficzny przedświąteczny nastrój podnoszący ciśnienie każdemu z nas.
Spieszymy się! W każdym sklepie począwszy od drugiej połowy listopada do 24 grudnia w godzinach szczytu mamy kolejki ciągnące się do działów z mięsem, które zazwyczaj są zlokalizowane gdzieś w połowie sklepu. Przepychamy się koszykami! Zazwyczaj chcemy tego uniknąć, dlatego zaczynamy sezon po tytułem "kto pierwszy do kasy".
Brakuje nam empatii! Nie zastanawiamy się jak poczuliśmy się na miejscu kogoś kto przyjechał w tym samym celu (po zakupy). Idziemy na żywioł. Gotujemy się, chcemy jak najszybciej wyjść i jechać do domu.
Wracając do tematu. Jaki związek z zakupami ma poruszanie się po drodze?
Pomijając świąteczny rozgardiasz. Polskim, nie tylko łomżyńskim kierowcom brakuje uprzejmości. Bylem świadkiem, siedząc za kierownicą czy na miejscu pasażera, wielu sytuacji, które stawiają nas w naprawdę złym świetle. Doskonałym przykładem może być wyjazd "z McDonalda" w Łomży. Chcąc wjechać na Al. Legionów musimy podejmować naprawdę "brzydkich" sztuczek, dzięki którym będziemy mogli kontynuować swoją podróż. Nawet skręcając w prawo, kierowcy którzy widzą samochód chcący włączyć się do ruchu zachowują się jakby nie istniały niepisane zasady ruchu drogowego. Ruszają spod świateł, jadą, jadą, jadą i dalej jadą... Koniom zakłada się klapki na oczy, zwęża się kat widzenia po to, żeby szły prosto. I w ten sam sposób kierowcy w Łomży praktykują poruszanie się po drodze. Oczywiście nie uogólniam, ale przynajmniej z moich obserwacji wynika, że nikt nie zwraca uwagi na to co dzieje się poza tym co ma przed maską i za samochodem.
Jakim problemem byłoby uprzejme zatrzymanie się i wpuszczenie samochodu przed nasz? To strata niecałych 30 sekund. Czy te 30 sekund jest dobrym wyznacznikiem kultury kierowców? Dopóki nie wyrobi się w nas empatia na drodze, dopóty będą o naszych kierowcach krążyć rozmaite opowieści.
Drugim ważnym punktem poruszania się po drodze jest ruszanie ze świateł. Ile razy stojąc na skrzyżowaniu przeklinaliśmy samochody jadące przed nami? Nie łatwiej byłoby obserwować nie samochód przed nami a zielone światło, uprawniające do wjazdu na skrzyżowanie. W tym momencie wygląda to następująco. Pierwszy samochód rusza, drugi zauważa, że rusza pierwszy, zdejmuje nogę z hamulca, wrzuca bieg i też rusza, trzeci zauważa, że rusza drugi, zwalnia hamulec, wrzuca bieg i rusza. Przejeżdżają trzy, cztery w porywach do pięciu samochodów. Znów czerwone. Nie byłoby łatwiej gdyby kierowca obserwował sygnalizację i gdy zapali się zielone jak jeden mąż wszyscy powoli ruszyli? Przejechałoby nie 5 a 10 samochodów. Na warunki ruchu w mieście to i tak dużo.
Chcąc zaparkować nie spotkałem problemów. Kierowcy widząc światła awaryjne reagowali prawidłowo czekając grzecznie na to, aż ktoś zaparkuje.
Podsumowując... Mój wywód przypomina może niektórym narzekanie kierowcy, który pozjadał wszystkie rozumy, otóż nie... W wyniku obserwacji i poruszania się po wielu polskich miastach ukułem niepisany kodeks drogowy, który ułatwia życie wielu kierowcom. Nie kładę nacisku na zaspokojenie swoich potrzeb będąc zmotoryzowanym użytkownikiem, wręcz przeciwnie na ułatwienie poruszania się po mieście.
Myślę, że te rady pozwolą na bezpieczniejsze i bardziej uprzejme pokonywanie kolejnych kilometrów dróg.
Z poważaniem
Mirosław Sznejder