Był pierwszy dzień stycznia, gdy 7-miesięczna Laura została siłą odebrana od matki. Jej ojciec przyjechał do Łomży, wszedł do mieszkania pani Martyny i po chwili zniknął. Wezwana na miejsce zdarzenia łomżyńska policja nie interweniowała, a całą sprawę zgłosiła do sądu rodzinnego.
Od tego momentu dla pani Martyny świat się zawalił.
- Zostało mi zabrane dziecko, które jeszcze pierwszego stycznia trzymałam przy piersi. Karmiłam je, dbałam o nie, było dla mnie całym światem. Teraz tylko tęsknię. płaczę i drżę - mówi pani Martyna.
Mamy tu do czynienia z porwaniem rodzicielskim. To sytuacja, w której rodzice mają równe prawa rodzicielskie bądź mogą na równi decydować o miejscu pobytu dziecka, a dziecko zostaje zabrane przez jednego z rodziców spod opieki i bez zgody drugiego z nich. Porwanie rodzicielskie nie stanowi przestępstwa zgodnie z polskimi przepisami prawa.
Co czuje matka w takiej chwili?
- Bezradność i ból. Ojciec dziecka, który zabrał mi dziecko jest agresywny i według mnie nieobliczalny. Wie, że cierpię. Często w pisze do mnie sms-y i mi grozi, obawiam się najgorszego - płacze pani Martyna.
Od pierwszego stycznia do dziś (26.01) swoją córeczkę mieszkanka Łomży widziała tylko raz - tydzień temu. Pięciominutowe spotkanie odbyło się na klatce schodowej w jednym z bloków mieszkalnych w Białymstoku. Jak relacjonuje pani Martyna, nie odbyło się bez awantury ze strony ojca, ponieważ przyszła w towarzystwie tamtejszego dzielnicowego.
“Zapukam do każdych drzwi”
Jest zdesperowana. Była na policji, w sądach w Łomży i w Białymstoku. Złożyła na policji zawiadomienie w sprawie gróźb karalnych (art. 190 § 1 k.k) ze strony ojca dziecka. Przed Sądem Rejonowym w Białymstoku toczy się postępowanie w sprawie o ograniczenie władzy rodzicielskiej i ustalenie miejsca pobytu małoletniej Laury.
- To wszystko trwa, a ja już nie mam siły. Ten człowiek nigdy nie zajmował się naszą córką. Nie był nawet przy porodzie, zostawił mnie i odszedł. Teraz przypomniało mu się, że córkę - płacze pani Martyna.
Reklama
Jeden z łomżyńskich adwokatów w rozmowie z nami przekonuje, że porwanie rodzicielskie powinno być traktowane jako czyn zabroniony, wtedy policja będzie mogła interweniować.
- Należy zmienić opieszałość systemu prawnego w załatwianiu spraw rodzinnych, przewlekanie ich i doprowadzanie do tego, że ciągną się bardzo długo - radzi mecenas.
- Jedyne czego chcę, to mieć Laurę z powrotem w domu, czuć ją i kochać tak jak kochać powinien rodzic - kończy pani Martyna.