Zgromadzenie członków Fundacji „Pro - Prawo do Życia” odbyło się w niedzielne późne popołudnie na skrzyżowaniu al. Piłsudskiego i ul. Zawadzkiej. Wzięły w nim udział trzy osoby.
- Ilość ludzi nie stanowi o tym, czy sprawa jest, czy walczą w słusznej sprawie. My pokazujemy prawdę, czym jest aborcja i to jest decydujące, a ilości uczestników, no owszem może raźniej się stoi w większej grupie, ale to nas nie zraża – mówi nam Marek Wąsowski przedstawiciel fundacji.
Członkowie pikiety przez megafon mówili o zabijaniu dzieci w wyniku aborcji.
- Setki dzieci giną w Polsce każdego roku z powodu podejrzenia u nich choroby upośledzenia. Umierają żywe dzieci, których jedyną winą jest to, że podczas testu prenatalnego wykryto u nich zespół Downa - mówili. - Czy jesteś za tym, by w naszych szpitalach działy się takie rzeczy? - pytali.Reklama
„Sercem jestem za życiem, dlatego tutaj jestem"
- Jestem tutaj z kolegami, bo jesteśmy za życiem, jesteśmy za tym, żeby miejsce, które powinno być najbardziej bezpiecznym dla każdego z nas, gdzie my wszyscy byliśmy, czyli w łonie naszych matek pod ich bijącym sercem i było najbezpieczniejszym miejscem na świecie, a nie miejscem tej krwawej rzezi, która jest zarządzana. Sercem jestem za życiem, dlatego tutaj jestem – wyznaje nam Piotr Gajda z Dobrego Lasu.