Reklama

Wkurzony mieszkaniec Łomży wziął sprawy w swoje ręce! Skosił trawnik, a spółdzielnia nasłała na niego strażników i policję [VIDEO i FOTO]

Cierpliwość mieszkańców bloku przy ulicy Chopina w Łomży oficjalnie się wyczerpała. Gdy prośby i apele kierowane do Łomżyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej nie przyniosły skutku, jeden z lokatorów postanowił sam zadbać o wspólną przestrzeń. Finał? Interwencja policji, straży miejskiej i mandat. Poznajcie kulisy absurdalnej wojny o trawnik.

„Robota robiona na odwal” – lokator punktuje zaniedbania

Marcin Grodzki, mieszkaniec okolicy bloku nr 3 przy ul. Chopina, od kilku lat bezradnie obserwuje postępującą degradację swojego osiedla. Mimo wcześniejszych sygnałów zgłaszanych do spółdzielni – dotyczących m.in. fatalnie koszonych trawników, obskurnych wiat śmietnikowych czy uciążliwej plagi ptactwa i ich odchodów – sytuacja tylko się pogarszała.

- Jako lokator zauważyłem od dwóch lat co najmniej znaczący spadek jakości wykonywanych usług, zwłaszcza w temacie pielęgnacji zieleni – tłumaczy pan Marcin. W mocnych słowach podsumowuje dotychczasowe działania administracji: „Przez ostatnie 5 lat osiedla po prostu są degradowane tym niedbalstwem, robotą robioną na odwal.

Reklama

Zamiast dalej pisać nieskuteczne pisma, pan Marcin przeszedł do czynów. Na osiedlowy trawnik przywiózł dziś swój prywatny, profesjonalny sprzęt do koszenia, podkaszania oraz grabienia. Chciał nie tylko posprzątać otoczenie swojego bloku, ale też dać symboliczną lekcję tym, którzy biorą za to pieniądze: 

- Dzisiaj chcę pokazać pracownikom utrzymania zieleni w Spółdzielni, jak się takie prace wykonuje porządnie.

Vox populi: „Busz jak na ukraińskich osiedlach, a u nas przecież jest pokój!”

Inicjatywa Marcina Grodzkiego szybko zyskała aprobatę sąsiadów, którzy – choć niechętnie wypowiadali się przed kamerą i mikrofonem – w prywatnych rozmowach nie szczędzili krytyki pod adresem ŁSM. Frustracja ludzi sięga zenitu, głównie z powodu stale rosnących opłat, które nie przekładają się na standard życia na osiedlu. Swojego oburzenia nie kryje pani Stanisława, jedna z mieszkanek:

Reklama

- Zarząd spółdzielni nie dba o mieszkańców, tylko co chwilę podnosi stawki i mieszkańcy muszą płacić więcej, ale nie widzą tego po swoim osiedlu. Gdzie te pieniądze idą i do kogo? Żywopłoty nieprzycięte, busz jak na ukraińskich osiedlach – ale tam jest wojna, ludzie bronią ojczyzny, a w Polsce mamy pokój, spokój, tylko że się nie chce zarządowi pochylić nad mieszkańcami! Drzwi do klatek schodowych brudne, klatki osyfione, ptaki robią na chodniki i auta” – wylicza zdenerwowana kobieta.

Inny z lokatorów dodaje drastyczny przykład obojętności służb porządkowych:

Reklama

 - Wrona zdechła i leży na środku trawnika już kilka dni, nikt nie sprząta, dzieci tylko omijają ten trawnik.

Lekcja ogrodnictwa na żywym organizmie

Marcin Grodzki podczas swojej akcji charytatywnej szczegółowo wyjaśnił, na czym polega błąd firm wynajmowanych przez spółdzielnię. Okazuje się, że zamiast dbać o zieleń, wynajęte ekipy ją niszczą, zostawiając skoszone, wyschnięte wały trawy.

- Siano, które zmieniło się w gnój, wypala trawnik - tłumaczy Pan Marcin i podkreśla, że przy odpowiedniej częstotliwości trawę można mulczować dyfuzorem, by stanowiła nawóz. Niestety, rzadkie i niedokładne koszenie zmusza do grabienia, by trawa pod spodem nie gniła z braku powietrza.

Reklama

Spółdzielnia kontratakuje: Zamiast „dziękuję” – Policja i Straż Miejska

Reakcja Łomżyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na sprzątanie osiedla była natychmiastowa, choć urzędnicy raczej nie wykazali się poczuciem humoru ani wdzięcznością. Na miejsce wezwano patrol policji oraz straż miejską. Powód? Nielegalny wjazd autem z przyczepką na chodnik, parkowanie na terenie zielonym oraz rzekome niszczenie mienia.

Mundurowi musieli podjąć interwencję. Strażnicy miejscy ukarali pana Marcina mandatem w wysokości 100 zł za parkowanie na trawniku. Z kolei funkcjonariusz policji za przejazd chodnikiem podszedł do sprawy bardziej rygorystycznie, jednak ostatecznie odstąpił od nałożenia gigantycznego mandatu karnego w kwocie 1500 zł i 8 punktów karnych, kończąc sprawę na pouczeniu. Grodzki przyjmuje konsekwencje ze spokojem: 

Reklama

- Jeżeli jest problem z samochodem, bo wjechałem, oczywiście biorę na klatę. Jednocześnie celnie odbija piłeczkę w stronę spółdzielni. - Dla mnie niszczeniem mienia naszego wspólnego, czyli trawników na osiedlu, chodników przez niedbanie o nie, to samo robi Spółdzielnia od lat i za to bierze od nas pieniądze.

Czy było warto?

Mimo otrzymanego mandatu Marcin Grodzki uważa, że akcja miała głęboki sens i zapowiada, że to dopiero początek walki z systemowym niedbalstwem władz spółdzielni. Zaznacza przy tym, że nie szuka poklasku ani zarobku: 

Reklama

- Nie zamierzam się starać o kontrakt spółdzielni, żeby kosić trawę, bo to nie jest moja domena (...) robię to za darmo”.

Na koniec społecznik apeluje do wszystkich mieszkańców Łomży o solidarność i porzucenie bierności:

- Musimy wywrzeć presję na Zarząd Spółdzielni, na wykonawców, żeby na osiedlach był porządek. Chyba, że Państwu nie przeszkadza to, jak żyjemy (...) ale dajcie swój głos w tej sprawie, bo wiem, że jest takich ludzi wzburzonych i wkurzonych sytuacją jak ja dużo, dużo więcej.

A jak Wy oceniacie działania ŁSM? Czy na Waszych osiedlach również trawniki przypominają "gnój", a administracja reaguje tylko wtedy, gdy ktoś wytknie jej błędy? Czekamy na Wasze komentarze i zdjęcia z osiedli!

Reklama

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/06/2026 14:24
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości