To nie błędy technologiczne, a zwykły ludzki konflikt doprowadził do dramatu mieszkańców. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy z przerażeniem patrzą na instalację biogazowni i rozpakowywania odpadów, położoną na obrzeżach Wygody tuż przed torami kolejowymi od strony Łomży. Nowoczesna inwestycja, która na starcie pozyskała blisko 1 milion złotych z funduszy norweskich i ruszyła w listopadzie 2024 roku, dziś zamiast ekologicznego zysku przynosi jedynie fetor i strach.
Spółka na swojej stronie internetowej wciąż mami deklaracjami o byciu ekspertem:
- Nasza firma jest ekspertem w dziedzinie gospodarki odpadami przemysłowymi. [...] Nasze zrównoważone rozwiązania stanowią odpowiedź na rosnące oczekiwania klientów w zakresie produktów pochodzących z recyklingu.
Rzeczywistość uderzyła w nozdrza mieszkańców bardzo szybko. Pan Waldemar, mieszkający w Czerwonym Borze zaledwie 300 metrów od instalacji, wspomina początki jako pasmo kłamstw ze strony osób nadzorujących budowę. Fetor pojawił się niemal natychmiast, gdy do zakładu zaczęła trafiać krew z ubojni.
- Przez tydzień wszystkim w Wygodzie padliną waliło, bo krew rozkładająca się ma zapach padliny. Więc był okropny smród i to była pierwsza skarga do WIOŚ-u.
Kontrole inspektorów z łomżyńskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska wykazały, że odcieki z odpadów płynęły bezpośrednio do otwartego zbiornika przeciwpożarowego. Stwierdzono zanieczyszczenia organiczne zagrażające wodom i glebie. Spółka ignorowała jednak wszelkie wezwania, nie odbiera telefonów ani pism.
Według relacji mieszkańców, za tragedią okolicy stoi nie technologiczna porażka, ale wewnętrzna wojna wewnątrz spółki, którą zarządzają – jak to określają zdesperowani mieszkańcy Wygody – „cwaniaki z Warszawy”.
Ten paraliż decyzyjny doprowadził do tego, że nikt nie dbał o bieżące zobowiązania. Rejon energetyczny z powodu niezapłaconych rachunków odciął zakładowi prąd. To był wyrok dla instalacji przetwarzającej żywność. Dziś zakład jest całkowicie opuszczony, na placu nie ma żywej duszy. Pan Waldemar alarmuje, że w halach zostały nieprzetworzone odpady, które teraz po prostu gniją:
- Skoro zamknięto tę utylizację całą, to oni powinni to opróżnić, bo to się rozkłada. Robactwo, szczury, myszy, cokolwiek w środku się tam dzieje.
Reklama
Próba naszego kontaktu z władzami spółki kończy się fiaskiem. Pod numerem stacjonarnym usłyszeliśmy kobietę, która odmówiła przekazania numerów do zarządu, oświadczając jednocześnie, że od lutego bieżącego roku nie pracuje już w tej spółce.
Najnowsze ustalenia inspektorów z kwietnia 2026 roku potwierdzają uzasadnione podejrzenie magazynowania w zamkniętej hali gnijącej żywności oraz produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego.
- W dniu 10 kwietnia 2026 roku rozpoczęto kontrolę interwencyjną w spółce. Bez powodzenia usiłowano nawiązać kontakt z przedstawicielami zakładu. Zakład był zamknięty. W związku z tym przeprowadzono wizję lokalną spoza terenu przedsiębiorstwa. Na adres e-doręczeń Spółki skierowano wezwanie do udziału w czynnościach kontrolnych, z pouczeniem, że niezastosowanie się do wezwania może zostać potraktowane jako utrudnianie przeprowadzenia kontroli, a także listę pytań dotyczących sprawy. Obecnie oczekujemy na reakcję kontrolowanego na pismo WIOŚ. Z uwagi na informacje o przestojach pracy instalacji stwierdzono, że istnieje uzasadnione podejrzenie magazynowania na terenie zakładów nieprzetworzonych lub niezagospodarowanych odpadów nieprzydatnej do spożycia żywności, produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego kategorii III oraz pofermentu w zbiornikach biogazowni. Rozkładająca się żywność, mimo jej magazynowania w zamkniętych pomieszczeniach, może stanowić zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne. Brak nadzoru nad urządzeniami biogazowni budzi obawy o bezpieczeństwo pożarowe instalacji. Wobec powyższego skierowano wystąpienia do Marszałka Województwa Podlaskiego, Powiatowego Lekarza Weterynarii w Zambrowie, Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Zambrowie, Komendanta Powiatowego PSP w Zambrowie, informujące o powyższych ustaleniach - informuje kierownik delegatury w Łomży Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Białymstoku Rafał Bujko.
Reklama
Mieszkańcy zauważyli również desperackie próby maskowania problemu przez odchodzących pracowników. Pod drzwiami hal wysypano piach, który ma za zadanie zatrzymać wyciekające z wnętrza płyny, by nie było ich widać na zewnątrz. To doraźne „zabezpieczenie” jest ostatnim śladem aktywności w tym upadłym milionowym projekcie.