Świetlica wiejska w Giełczynie wczoraj wieczorem ledwo mieściła emocje, które buzowały w mieszkańcach, odkąd dowiedzieli się o planach swojego sąsiada. To, co wydarzyło się na zebraniu, to podręcznikowy przykład zderzenia dwóch światów, które na współczesnej polskiej wsi coraz rzadziej potrafią znaleźć wspólny język. Po jednej stronie barykady stanęli właściciele domów jednorodzinnych, którzy w Giełczynie szukali azylu i spokoju. Po drugiej – gospodarz, który planując budowę nowej chlewni, po prostu zamierza skorzystać ze swojego prawa do pracy na własnej, rolniczej ziemi. Temat, który wielu wydawał się zamknięty kilka lat temu, wrócił z podwójną siłą, zamieniając sąsiedzką bliskość w otwartą, administracyjną wojnę o każdy metr odległości i każdą dużą jednostkę przeliczeniową.
To nie jest historia o złej korporacji, która wchodzi z butami w polską wieś. To historia o lokalnym rolniku, który płaci tu podatki i chce się rozwijać. Problem w tym, że Giełczyn to już nie jest ta sama wieś co 20 lat temu. Piękne domy jednorodzinne wyrosły tu jak grzyby po deszczu. Robert Konopka, którego dom stoi zaledwie 30 metrów od planowanej inwestycji, nie gryzł się w język:
- To stanowi niebezpieczeństwo mieszkania przy tak dużej chlewni. Takie inwestycje powinny być budowane z dala od zabudowań mieszkalnych. Wspominał też o dawnych problemach: truchłach zwierząt wyrzucanych za stodołę i fetorze, który latem nie pozwala otworzyć okna.
Reklama
Rolnik, nie korporacja
Warto na wstępie wyjaśnić ważny kontekst: inwestor nie jest anonimowym przedsiębiorcą masowo stawiającym przemysłowe fermy. To rolnik, który w Giełczynie od lat prowadzi gospodarstwo. Jak podkreśliła poseł Bogumiła Olbryś, mamy do czynienia z człowiekiem, który korzysta ze swoich praw, choć jego plany budzą ogromny sprzeciw społeczny ze względu na bliskość domów.
Matematyka za płotem: Co oznacza 29 DJP?
Mieszkańcy podczas spotkania głośno wyrażali obawy, że inwestycja jest planowana „pod limit”. Inwestor zadeklarował obsadę na poziomie 29 dużych jednostek przeliczeniowych (DJP). Dlaczego to ważne? Ponieważ granica 40 DJP wymusza już sporządzenie skomplikowanego raportu oddziaływania na środowisko.
W praktyce, stosując oficjalne przeliczniki, 29 DJP pozwala na jednoczesny chów około 207 tuczników. Choć dla laika liczba ta brzmi technicznie, dla sąsiadów oznacza ona konkretną skalę zapachów i pyłów, które mogą unosić się zaledwie 30 metrów od ich okien.
Delikatna granica: Kiedy wieś przestaje być tylko rolnicza?
Wójt Gminy Łomża Piotr Kłys wraz z naczelnikiem Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Ochrony Środowiska cierpliwie wyjaśniali paradoks, z którym mierzy się wiele podłomżyńskich miejscowości. Giełczyn formalnie posiada funkcję rolniczą, ale jednocześnie od lat wydawane są tu pozwolenia na budowę domów jednorodzinnych.
- Te dwie funkcje się przenikają i tu się robi pewien problem - przyznał Wójt.
Wyjaśniono, że w polskim prawie istnieje zasada „dobrego sąsiedztwa”. Jeśli w okolicy istnieje już zabudowa zagrodowa (gospodarstwa), organ administracji ma bardzo ograniczone pole manewru, by odmówić rolnikowi prawa do budowy kolejnego budynku inwentarskiego. Jednocześnie, ci sami urzędnicy musieli wcześniej pozwolić na budowę nowoczesnych domów tuż obok tych pól. To właśnie to „przenikanie się” funkcji sprawia, że obie strony czują się teraz poszkodowane: mieszkańcy obawiają się o standard życia, a rolnik o prawo do rozwoju.
Piotr Kłys, próbując zdjąć z dyskusji ciężar czystej biurokracji, odwołał się do własnych doświadczeń.
- Ja podobnie jak państwo mieszkam na wsi. Mieszkam obok rolników, sprowadziłem się obok rolników. Żyję razem z nimi - zadeklarował Wójt, podkreślając, że rozumie emocje mieszkańców, ale jako urzędnik musi działać w granicach prawa.
Zaznaczył, że gdyby wydał decyzję odmowną bez twardych podstaw prawnych, zostałaby ona natychmiast uchylona przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze, co zresztą już raz pośrednio miało miejsce, gdy SKO utrzymało w mocy warunki zabudowy.
Co dalej? Szansa na dialog
Mimo trudnej atmosfery, spotkanie zakończyło się światełkiem w tunelu. Robert Konopka, reprezentujący protestujących sąsiadów, przypomniał, że presja społeczna już raz – siedem lat temu – skłoniła inwestora do zmiany planów.
Wójt Piotr Kłys oraz poseł Bogumiła Olbryś zadeklarowali, że osobiście podejmą się mediacji. Planowane jest spotkanie w Urzędzie Gminy, na które zostanie zaproszony rolnik. Celem jest przekonanie go, by rozważył przesunięcie inwestycji na inne, bardziej oddalone od zabudowań działki, które posiada.
Czy dobra wola sąsiedzka wygra z literą prawa? Mieszkańcy Giełczyna z niepokojem czekają na wynik tych rozmów.