To nie jest krok dla ekologii, to reforma pełna absurdów – pod takim hasłem działacze Nowej Nadziei zorganizowali w Łomży akcję protestacyjną przeciwko systemowi kaucyjnemu. Uczestnicy przeszli spod biura poselskiego Bogumiły Olbryś (PiS) pod siedzibę Alicji Łepkowskiej-Gołaś (KO), wyliczając straty, jakie ponoszą mieszkańcy i budżet miasta.
Inicjatywa #SystemKaucyjnyStop to ogólnopolska akcja Konfederacji, która w Łomży nabrała szczególnego wymiaru lokalnego. Punktem wyjścia dla protestujących była krytyka przepisów, które – jak podkreślano – zostały przygotowane przez rząd Mateusza Morawieckiego, a ostatecznie wdrożone i znowelizowane przez gabinet Donalda Tuska.
Jako pierwszy głos pod biurem posłanki Bogumiły Olbryś zabrał Marek Niewiadomski z Nowej Nadziei, który nie szczędził ostrych słów pod adresem obowiązujących przepisów.
- System kaucyjny w życiu Polaków stał się absurdem. To fanaberia Unii Europejskiej, a Polacy zostali zmuszeni do tego, żeby żyć jak śmieciarze, wchodząc do sklepów z workami butelek i puszek - mówił Niewiadomski. - Przypominam, że ten system wprowadził PiS ustawą z lipca 2023 roku, a Koalicja Obywatelska go sfinalizowała. Konfederacja jako jedyna od początku była przeciw.
Reklama
Jacek Kamiński (Nowa Nadzieja) skupił się na aspektach ekonomicznych, które uderzają bezpośrednio w portfele obywateli. Według przytoczonych przez niego wyliczeń, para dorosłych osób może stracić nawet 200 zł w ciągu trzech miesięcy, jeśli nie zdecyduje się na uciążliwy proces zwracania opakowań.
- Koszt systemu w ciągu dekady przekroczy 40 miliardów złotych. Za to wszystko zapłacimy my, w wyższych cenach produktów, kolejkach do butelkomatów i awariach sprzętu, który i tak często nie działa - ostrzegał Kamiński.
Reklama
Najwięcej twardych danych dotyczących lokalnego podwórka przedstawił Marcin Mieczkowski, prezes okręgu łomżyńskiego Nowej Nadziei i radny miejski. Powołując się na dane z Zakładu Gospodarowania Odpadami (ZGO) w Łomży, wskazał na drastyczny spadek dochodów Miasta z tytułu sprzedaży surowców wtórnych. Miasto może stracić rocznie około 4 mln zł z najbardziej wartościowych frakcji odpadów, które teraz trafiają do systemu kaucyjnego zamiast do miejskiej sortowni.
- Efekt jest taki, że ZGO nie jest w stanie się bilansować. Już od kwietnia mamy w Łomży podwyżki opłat za wywóz nieczystości, co jest bezpośrednio powiązane z tym systemem — tłumaczył radny Mieczkowski. - Jako miasto zainwestowaliśmy miliony w nowoczesne systemy recyklingu, a teraz wracamy do zasad rodem z PRL-u, każąc ludziom gromadzić worki butelek w małych mieszkaniach w blokach.
Reklama
Po zakończeniu wystąpień przed biurem posłanki Bogumiły Olbryś, uczestnicy konferencji przemaszerowali z workami plastikowych butelek na ulicę Sienkiewicza 10, gdzie mieści się biuro poselskie Alicji Łepkowskiej-Gołaś z Koalicji Obywatelskiej. W ten sposób protestujący chcieli podkreślić współodpowiedzialność obu największych obozów politycznych za obecny kształt ustawy.
Akcja #SystemKaucyjnyStop wygląda na klasyczne granie na bieżących frustracjach mieszkańców. Porównywanie nowoczesnych automatów do „ery kamienia upalonego” czy PRL-u może budzić aplauz na konferencji, ale nie rozwiązuje problemu ton plastiku zalewających polskie składowiska. Choć politycy Nowej Nadziei celnie punktują techniczne niedociągnięcia startującego systemu, w ich wystąpieniu zabrakło konkretnej odpowiedzi na pytanie: co zamiast kaucji?