Reklama

Szpital każe płacić, a osiedle tonie w autach. Czy Kazańska odgrodzi się od parkingowego problemu? [FOTO]

27/02/2026 10:54

Zaczęło się od płatnych parkingów pod Szpitalem Wojewódzkim. Efekt? Trawniki na łomżyńskim osiedlu przy Kazańskiej zamieniły się w dzikie zbiegowisko aut, a mieszkańcy tracą cierpliwość. Na burzliwym spotkaniu z urzędnikami padły pomysły dzierżawy, szlabanów i budowy solidnego płotu. Zabrakło tylko jednego – dyrektora szpitala, który ten osiedlowy chaos niechcący wywołał.

„Ludzie są leniwi” – rzucił wprost jeden z mieszkańców bloku przy Kazańskiej 9, podsumowując codzienne obrazki z osiedla. Kierowcy, szukając oszczędności, parkują auta tuż pod oknami bloków, a następnie idą na skróty, depcząc trawniki i przechodząc bezpośrednio na teren szpitala. Problem nasilił się drastycznie, gdy dyrekcja placówki wprowadziła automatyczny system poboru opłat za postój, który rykoszetem uderzył w okolicznych mieszkańców. Jak głośno mówiono podczas spotkania, dotyczy to także personelu medycznego, który za szpitalny parking musi zapłacić rocznie 300 złotych. Skutek? Samochody na obcych rejestracjach zastawiają osiedlowe uliczki do tego stopnia, że lokatorzy sami nie mają gdzie zostawić własnych aut.

Reklama

Paulina Gałązka, naczelnik Wydziału Gospodarowania Nieruchomościami, zaproponowała, by wspólnoty wynajęły od miasta teren pod swoimi oknami i same go sobie zamknęły. Wydzielenie około hektara ziemi z ogólnodostępnej puli kosztowałoby wspólnotę około 30 tysięcy złotych rocznie. Ten pomysł wypunktował Marek Olbryś, radny wojewódzki i jednocześnie dyrektor MPGKiM zarządzającego częścią okolicznych budynków. Olbryś zauważył, że zamknięcie osiedla to nie tylko jednorazowy koszt szlabanów, ale ciągłe wydatki na naprawy zepsutych systemów i dorabianie czipów. Dodatkowo dzierżawa oznaczałaby, że to na mieszkańców spadnie obowiązek letniego i zimowego utrzymania dróg dojazdowych, które do tej pory odśnieżało i remontowało miasto. Dyrektor ostrzegał też przed skłóceniem sąsiadów z sąsiednich ulic (np. dowożących dzieci do szkoły) oraz utrudnieniami dla rodzin i dostawców.

Głównym winowajcą zamieszania w oczach zebranych jest jednak dyrekcja szpitala. Problem w tym, że dyrektora Dariusza Domasiewicza na spotkaniu nie było – zatrzymały go rzekomo inne obowiązki. Wysłał jedynie swojego zastępcę, który na wstępie ostudził emocje, stwierdzając krótko:

Reklama

- Jestem upoważniony do tego, żeby przyjść, posłuchać. Nie mogę zabierać głosu - podkreślił z-ca dyrektora ds. eksploatacyjno-technicznych  Andrzej Modzelewski.

To wywołało oczywistą irytację zebranych.

- Zdziwiła mnie nieobecność dyrektora Dariusza Domasewicza, który nie miał cywilnej odwagi, aby odpowiedzieć na pytania mieszkańców, choć jeszcze niedawno aspirował, aby być prezydentem naszego miasta - mówił tuż po spotkaniu  wiceprzewodniczący rady miejskiej i inicjator spotkania Hubert Norowski.

Reklama

Uczestnicy spotkania podkreślali, że szpital dysponuje za budynkami, potężnym ponad hektarowym terenem, który wystarczyłoby utwardzić i oddać pracownikom za darmo.

Pracownik w innych zakładach, czy u pana prezesa, czy u mnie, nie płaci ani złotówki za parking – grzmiał Olbryś, obiecując jednocześnie, że spróbuje wpłynąć na dyrektora podczas najbliższego posiedzenia Rady Społecznej Szpitala.

Skoro szlabany to drogi i kłopotliwy interes, a szpital na razie milczy, zrodził się znacznie prostszy pomysł. Mieszkańcy chcą postawić solidny płot na granicy osiedla i terenów szpitalnych. Fizyczne odcięcie „skrótu” miałoby zmusić przyjezdnych kierowców do nadkładania kilkuset metrów piechotą, co skutecznie wybiłoby im z głowy parkowanie pod blokami. Przy okazji rozwiązałoby to problem słabo zabezpieczonego lądowiska dla helikopterów LPR, pod które obecnie swobodnie podbiegają dzieciaki z osiedla.

Reklama

Piłka jest teraz po stronie lokatorów. Naczelnik Przemysław Chełstowski z Wydziału Gospodarki Komunalnej zadeklarował wprost: jeśli zarządcy i mieszkańcy zbiorą podpisy i złożą oficjalne pismo w ratuszu, prezydent pozytywnie przychyli się do budowy ogrodzenia. Wspólnoty muszą teraz zwołać wewnętrzne zebrania i podjąć ostateczną decyzję. Dopóki to nie nastąpi, walka o każdy centymetr asfaltu przy Kazańskiej będzie trwać w najlepsze.

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/02/2026 15:48
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości