To był tragiczny poranek, który na zawsze zmienił życie jednej z rodzin w Radziłowie. 15 lutego niszczycielski pożar odebrał życie starszej kobiecie i obrócił w popiół dom, na który jej brat pracował przez dekady. Dziś 72-letni pan Stanisław, ciężko doświadczony przez los i chorobę nowotworową, został bez dachu nad głową. Jego syn apeluje o pomoc.
Strażacy z Grajewa i okolicznych OSP, którzy przyjechali na miejsce, widzieli tylko ogień buchający z okien i drzwi. Sytuacja była beznadziejna – płonęło poddasze, dym odcinał każdą drogę ucieczki. Brygadier Daniel Lewczuk ze straży w Grajewie przyznaje wprost: wiedzieli, że w środku jest osoba leżąca, wiedzieli o butlach z gazem. Udało się uratować sąsiadkę z drugiej części budynku, ale tam, gdzie zaczął się pożar, na ratunek było za późno. Strażacy znaleźli ciało 70-letniej kobiety. Miała problemy z poruszaniem się, nie miała szans w starciu z żywiołem.
Dla pana Stanisława to cios, po którym trudno się podnieść. Ten dom nie był „prezentem”. To było 20 lat ciężkiej fizycznej pracy na emigracji. Każdy odłożony grosz szedł w te ściany, w to, żeby na starość mieć gdzie usiąść i odpocząć. Życie go nie oszczędzało – pięć lat temu usłyszał wyrok: rak płuc. Wyciął mu dwa płaty płuca, ale pan Stanisław się nie dał. Przetrwał operację, przetrwał chorobę, chciał po prostu być dziadkiem i ojcem.
Dziś na działce w Radziłowie straszą spalone belki i gruz. Dom nadaje się tylko do wyburzenia. Starszy człowiek, po ciężkich przejściach zdrowotnych, został z niczym. Dosłownie.
Jego syn, Adrian, nie prosi o luksusy. Nie szuka pieniędzy na pałac. Chce tylko, żeby ojciec miał gdzie mieszkać. Plan jest prosty: uprzątnąć pogorzelisko i postawić tam mały, skromny domek. Taki, żeby 72-latek mógł w nim godnie dożyć swoich dni, zamiast błąkać się po kątach. Rodzina zapowiada, że co tylko się da, zrobi własnymi rękami, żeby było taniej. Ale materiały budowlane i formalności kosztują.
- Tata nigdy o nic nie prosił. Zawsze radził sobie sam – pisze syn w sieci. Ale przychodzi taki moment, że samemu nie da się udźwignąć wszystkiego. Zwłaszcza gdy ma się 72 lata, za sobą ciężką chorobę, a przed sobą widok zgliszcz własnego życia.
Każdy, kto chce pomóc panu Stanisławowi stanąć na nogi, może to zrobić przez zbiórkę na portalu zrzutka.pl. Liczy się każda złotówka, każde udostępnienie. Pomóżmy mu wrócić „do siebie”.