Dwa miesiące na przesłanie opinii i uzasadnień dają Polskie Koleje Państwowe PLK samorządom i przedsiębiorcom, którzy nie godzą się z planami zawieszenia z końcem roku części linii kolejowych. Łomży problem dotyka na trasie Ostrołęka- Łapy i 15-kilometrowej linii ze Śniadowa. Korzystają z nich duże firmy z miasta i regionu, ale zdaniem PKP- utrzymywanie przewozów jest całkowicie nieopłacalne.
Spotkanie samorządowców z województwa podlaskiego i szefa spółki PKP PLK Remigiusza Paszkiewicza odbyło się wczoraj w Urzędzie Marszałkowskim w Białymstoku.
Paszkiewicz podkreślał, że decyzja o wytypowaniu linii przeznaczonych do zawieszenia zapadła po analizach ekonomicznych, a ruch na trasach wyznaczonych do zamknięcia jest marginalny.
To wzbudziło protest zgromadzonych na sali samorządowców. Wiceprezydent Łomży Beniamin Dobosz podkreślał, że wyliczenia PKP są błędne- z przewozów typu cargo korzysta w Łomży kilkanaście dużych przedsiębiorstw, które zapewniają utrzymanie linii.
- PKP zachowuje się jak pies ogrodnika. Samo nie zje, drugiemu nie da- irytował się wójt gminy Sokoły, od lat walczący o przejęcie linii do Śniadowa.
Ostatecznie, szef PKP PLK stwierdził, że decyzja spółki nie jest jeszcze ostateczna. Przez najbliższe dwa miesiące PKP będzie czekać na opinie od przedsiębiorców i samorządów.
W sprawie obrony łomżyńskiej kolei interweniować ma także poseł PO Jacek Żalek. Zajęcie się tą sprawą powierzył mu podczas wczorajszego spotkania w Łomży minister sprawiedliwości Jarosław Gowin.