- Gdy startowała jako polityczna spadochroniarka w wyborach uzupełniających do Senatu na Podlasiu, wspierało ją pół rządu z Beatą Szydło na czele. Do Suwałk i Łomży przyjechał dla niej sam prezes PiS Jarosław Kaczyński. Mandat zdobyła i… słuch w regionie po niej zaginął – czytamy dziś na ogólnopolskim portalu NaTemat.pl. Czy rzeczywiście senator Anders zapominała o swoich wyborcach? A może, w końcu ktoś ich godnie reprezentuje na światowych salonach.
- Senator Annę Marię Anders łatwiej spotkać dzisiaj w Bostonie, czy Londynie niż w Białymstoku. Wyborcy mogą się czuć oszukani. Zresztą o jej pracy i aktywności w wyższej izbie parlamentu też niewiele wiadomo – pisze dziennikarz Jarosław Karpiński.
Anders zdobyła mandat z wyborach uzupełniających do Senatu w marcu 2016 r. Z poparciem PiS startowała z okręgu wyborczego nr 59 obejmującego m.in. Łomżę i Suwałki.
Senator Anders ma w regionie dwa biura: w Suwałkach i w Łomży.
- Gdy zadzwoniliśmy do pierwszego, nikt nie odbierał telefonu. Udało nam się jednak skontaktować z pracownicą biura Anders w Łomży. Pytaniem o wywiad z Anders, który chcemy przeprowadzić na miejscu, wprawiliśmy ją w zakłopotanie – kontynuuje Jarosław Karpiński.
- Prawda jest taka, że ona tu nie mieszka i nie będzie tu bywać. Pojawia się bardzo rzadko. Biuro senatorskie ma, jak jest jakaś uroczysta kolacja to ją przywiozą, potem odwiozą. Pamiętam, że była na kolacji wigilijnej z udziałem 50 kapłanów i biskupów. Natomiast z wyborcami oczywiście się nie spotyka – mówi w rozmowie z naTemat jej były konkurent w wyborach uzupełniających do Senatu Mieczysław Bagiński z Polskiego Stronnictwa Ludowego.
- Cóż, wyborcy z Podlasia wybrali sobie senator widmo, ale za to ze znanym nazwiskiem, które godnie reprezentuje ich region i Polskę na światowych salonach - tak puentuje swój tekst dziennikarz Jarosław Karpiński.
Więcej w artykule: Senator widmo. Anna Maria Anders jeździ po świecie, a o wyborcach z Podlasia jakby zapomniała.