"Obyś żył w ciekawych czasach" - brzmi stare, chińskie powiedzenie, które jest raczej klątwą niż życzeniem czegoś pozytywnego. Czy ktoś na nas, Polaków, łomżyniaków, taką klątwę rzucił - nie wiemy. Wiemy jedno. Mijający właśnie rok z całą pewnością obfitował w wydarzenia, które odcisną piętno na długo. Na szczęście, obok tych niezbyt przyjemnych, były także pozytywne. Ponieważ było ich jednak dużo, trudno wszystkie opisać. Postanowiliśmy więc w sposób całkowicie subiektywny wybrać kilka i z równym brakiem obiektywnego spojrzenia spróbować je ocenić. Zdajemy sobie sprawę, że wśród czytelników znajdą się zarówno tacy, którzy zgodzą się mniej lub bardziej z naszą oceną, jak też tacy, którzy poddadzą ją totalnej krytyce. Mamy prośbę do tych ostatnich, aby oprócz krytyki postarali się w komentarzach pokazać własny punkt widzenia. Może nas i wielu innych przekonacie?
Miniony rok rozpoczęliśmy hucznie i tłumnie o miejskiej imprezy sylwestrowej. Tylko co miejskie służby zdążyły po niej posprzątać, a już miasto obiegła nowa wieść: znamy termin otwarcia nowego Kina Millenium! Wiadomość, na którą wielu łomżyniaków z pewnością oczekiwała z nie mniejszą niecierpliwością niż my. Po długim oczekiwaniu i wycieczkach do ościennych miast wreszcie mieliśmy mieć kino u siebie. I to nie byle jakie! Mieli nam go zazdrościć mieszkańcy Ostrołęki, Suwałk, nawet Białegostoku, o mniejszych ośrodkach w regionie nie wspominając. Kino zostało z wielką pompą otwarte i trzeba to przyznać: zapowiedzi właścicieli nie były gołosłowne. Zachwytom nie było końca i całkiem słusznie. Oczywiście, jak zwykle znalazło się paru malkontentów, którym zawsze coś nie pasuje, ale oni też są potrzebni. Jak pieprz i sól do zupy. Dziś nasze kino ma już prawie rok i jest prawdziwą wizytówką miasta, do której chętnie każdy się przyznaje. Kino, to z pewnością jeden z jaśniejszych punktów, jaki pojawił się na mapie Łomży w 2017 roku.
Podobnie jak otwarcie kina było efektem wcześniejszych działań, tak i kolejne wydarzenia w dużej mierze były kontunuacją działań rozpoczętych jeszcze w poprzednim roku. 2017 rok przyniósł m.in. pierwszą poważną dyskusję na temat łomżyńskiej Straży Miejskiej. Zaczęło się oczywiście od zapowiedzi prezydenta, który już w 2016 roku podał hasło możliwej likwidacji tej formacji, ale to właśnie 2017 rok przyniósł rozwinięcie dyskusji i przez kilka miesięcy wiele osób w Łomży żyło tym tematem. Choć zwolennicy likwidacji Straży Miejskiej używali ciężkich argumentów, przekonani nie tylko o ich słuszności, ale też o poparciu większości mieszkańców okazało się, że z tym poparciem to może nie jest tak do końca. Ujawnili się też zwolennicy nie tylko utrzymania formacji w mieście, ale wręcz jej wzmocnienia i szybkiego rozwoju. W naszej ocenie próba zmierzenia się z tym tematem przez prezydenta Chrzanowskiego okazała się jego porażką, którą jednak umiejętnie ukrył "rozmywając" wszystko i unikając ostatecznej decyzji, a rachityczna Straż Miejska istnieje nadal i ani nie znika, ani się nie rozwija.
Z pewnością wydarzeniem, nie tylko łomżyńskim, ale mającym wielki wpływ na mieszkańców naszego miasta, było wprowadzenie reformy systemu edukacji. Wciąż pamiętamy wielkie wątpliwości rodziców, którzy nie wiedzieli co będzie z ich dziećmi, jak to wszystko ma wyglądać i czego należy się spodziewać. Ratusz uspokajał, odpowiadał i planował. Jak wyszło? Chyba nie najgorzej. Jest nowa podstawówka, jak twierdzi wiceprezydent Agnieszka Muzyk nauczyciele nie tylko nie stracili pracy, ale wręcz powiększono zatrudnienie i wszystko poszło "gładko". Co prawda niewiele wiadomo ile tak naprawdę to wszystko miasto kosztowało, ale władze twierdzą, że inwestycje w oświatę i tak by się odbyły i pod tym względem reforma nie miała większego znaczenia. Faktem jest jednak, że na koniec roku trzeba było szukać pieniędzy na wypłaty nauczycieli i wstrzymane zostały w szkołach zajęcia pozalekcyjne. W jaki sposób to wszystko się ze sobą łączy? Wąptliwości są, a wyjaśnienia włodarzy miasta są mało przekonujące. Skoro jesteśmy przy edukacji, warto przypomnieć o rozpoczęciu inwestycji, na którą latami oczekiwały kolejne pokolenia uczniów "siódemki" - ruszyła budowa hali sportowej.
Drogowe inwestycje i wojna o drzewa. Tak w skrócie można przypomnieć to, co działo się wczesną wiosną podczas przygotowań do remontu łomżyńskich ulic. Przede wszystkim Polowej i fragmentu Szosy Zambrowskiej, gdzie planowano wycinkę wielu drzew "przeszkadzających" w przebudowie. Powołano specjalną komisję, która każde drzewo obejrzała i orzekła, że nawet połowę można ocalić. Jeśli już mówimy o drogowych inwestycjach, to na pewno warto przypomnieć dantejskie sceny na łomżyńskich ulicach w okresie, kiedy te najważniejsze jak Sikorskiego i Polowa były rozkopane i nieprzejezdne. Trwało to długo i wzbudzało w łomżyniakach skrajne czasami emocje, którym dawali wyraz w licznych komentarzach na naszym portalu. Mówiąc o ulicach trzeba też przypomnieć remont i rozwiązania zastosowane na Zawadzkiej, a także prawdziwy "maraton" z nożyczkami i przecinanie kolejnych wstęg na najmniejszej nawet, nowej uliczce.
Choć o inwestycjach drogowych już napisaliśmy, kolejnej z nich warto jednak poświęcić oddzielny akapit. Nie tylko dlatego, że nie jest inwestycją miejską, ale przede wszystkim ze względu na lata oczekiwania przez mieszkańców nie tylko Łomży, ale całego regionu. Mowa oczywiście o Via Baltica i obwodnicy Łomży. 2017 rok zapisał się w tej sprawie wyjątkowo, wszystko nabrało wielkiego przyśpieszenia, a plany zaczęły nabierać realnych kształtów. Na koniec 2017 roku po raz pierwszy możemy być pewni, że cała Via Baltica, a z nią obwodnica Łomży, powstanie! Jak zdołamy ten fakt wykorzystać? Jak bardzo przyczyni się to do rozwoju miasta i całego regionu? I w końcu czy to nie jest najważniejsze wydarzenie, bądź raczej ciąg wydarzeń mijającego roku?
Armatni wystrzał, defilada służb mundurowych i z wielkim rozmachem zorganizowane w Łomży obchody rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja z udziałem wiceministra Jarosław Zielińskiego. Czemu o tym wspominamy? Obchodzu, choć może nie tak huczne, odbywają się przecież co roku. Te były jednak na tyle wyjątkowe, że znalazły swoje miejsce we wszystkich chyba mediach ogólnopolskich. To za sprawą "zniknięcia" na ten krótki czas masztu z flagą Unii Europejskiej, który w nieznanych okolicznościach, przez nieznanych sprawców i nie wiadomo na czyje polecenie "wywędrował" ze Starego Rynku. Wkrótce co prawda powrócił, ale mleko już się zdążyło rozlać, a władze miasta, które tak chętnie przyznają się do pozyskiwanych z unii dotacji, musiały gęsto się tłumaczyć dziennikarzom z całej Polski. Takiej promocji Łomży więcej nie chcemy!
Wydarzeń, które warto przypomnieć na koniec roku jest z pewnością więcej. Jak wspomnieliśmy na początku, w całkowicie subiektywny sposób wybraliśmy właśnie te. Jest jeszcze jedno, o którym nie zapominamy, a które może chyba konkurować z obwodnicą Łomży o palmę pierwszeństwa. To rekordowe w historii miasta zadłużenie - aż 147 mln złotych, jakie zostało przewidziane w budżecie na rok przyszły. Rok ,który także będzie wyjątkowy, ze względu na wyjątkowy jubileusz 600-lecia praw miejskich. Wszyscy wiemy co mówił obecny prezydent Łomży podczas swojej kampanii wyborczej i jak do spółki z innymi kandydatami piętnował swojego poprzednika za zadłużenie miasta. Czy sam postępuje inaczej? Naszym zdaniem, podobnie jak Mieczysław Czerniawski, wskazuje przede wszystkim na inwestycje, jakie w mieście są realizowane, a rosnące w związku z tym zadłużenie stara się zbagatelizować zgodnie z rdzennie polskim powiedzeniem "jakoś to będzie". No cóż, zapewne jakoś to będzie. Pytanie brzmi: JAK?