- Tak naprawdę to protestujemy przeciwko temu, że odbierano nam prawa i te prawa, tak po kawałeczku, gdzieś nam rząd zabiera. Zebrało się w nas dużo emocji. Jest nas dużo i protestujemy przeciwko temu - żeby kobiety miały prawo do decydowania o własnym ciele – mówi nam Agnieszka Fijołek-Wądołowska, uczestniczka dzisiejszego Czarnego Marszu, który zgromadził według policji 200 osób. Według nas manifestujących mogło być nawet dwa razy więcej.
Osoby niezadowolone z wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, najpierw ruszyły z placu Niepodległości pod biura posła Lecha Kołakowskiego i senatora Marka Komorowskiego, gdzie zapalono znicze. Tłum przeszedł następnie ul. Długą, Krótką, Rządową, Al. Legionów i Polową ponownie na plac Niepodległości. Później manifestanci udali się na muszlę koncertową, gdzie przy pomocy latarek z telefonów komórkowych „zapalono” płomień sprzeciwu wobec wyroku Trybunału.
Co dalej z protestami?
- Nie nawołuję do tego żeby blokować ulice – deklaruje pani Agnieszka. Prosimy o to, żeby wywiesić na samochodach kartki. Na naszej stronie na facebooku jest plakat, który można pobrać. Wywieszamy ten plakat i zdejmujemy nogę z gazu. Jedziemy bardzo ostrożnie, pozwalamy kierowcy z tyłu przeczytać to co mamy napisane, a mamy napisane na szybie, że zwalniamy, bo nasz rząd cofa nas do średniowiecza. Nie pozwalamy na to! – kończy Fijołek-Wądołowska.
Reklama