Łomża straciła nie tylko rzetelnego przedsiębiorcę, ale przede wszystkim człowieka, który słowo „uczciwość” traktował jako fundament życia i biznesu. Wiktor Chyczyński, właściciel firmy Kafil, zmarł 5 lutego 2026 roku po kilkuletniej walce z chorobą. Pozostawił po sobie nie tylko wyremontowane drogi, ale i serce wmurowane w płyty Starego Rynku.
Choć urodził się w Szczecinie (1962 r.), to właśnie w Łomży odnalazł swoje miejsce na ziemi. Był przedsiębiorcą rzadkiego gatunku. Jak wspominają go koledzy po fachu i urzędnicy: był po prostu porządnym człowiekiem.
Największym i najbardziej symbolicznym dziełem Wiktora Chyczyńskiego była rewitalizacja łomżyńskiego Starego Rynku. Zadanie przejął w trudnym momencie, po poprzednim wykonawcy, w cieniu wybuchu wojny na Ukrainie i galopującej inflacji. Wielu doradzało mu odpuszczenie kontraktu. On jednak podjął rękawicę.
Podczas uroczystej sesji Rady Miasta w czerwcu 2023 roku, z właściwą sobie skromnością i rozbrajającą szczerością, opowiadał o kulisach tej budowy.
Miałem duży dylemat, czy w ogóle podjąć się tego zadania. Ale z roku na rok coraz bardziej czuję się związany z tym miastem. Tu pochowałem mamę, tu urodziły się moje dzieci. I pewnie ja będę też pochowany, zapewne. Dlatego zdecydowałem się kontynuować zadanie. Nawet gdyby to się miało skończyć rezultatem finansowym na minusie – mówił wtedy Wiktor Chyczyński.
Reklama
Dziś te słowa brzmią jak proroczy testament człowieka, dla którego ambicja i duma z dobrze wykonanej pracy były ważniejsze niż słupki w Excelu.
Przemówienie Chyczyńskiego w Hali Kultury zapadło w pamięć wszystkim obecnym. Choć sam twierdził, że nie ma talentu krasomówczego i „szoruje pokłady”, zamiast na nich brylować, potrafił porwać słuchaczy humorem. Żartował z kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, wspominając o swoim oddanym współpracowniku, który przez całą inwestycję nie wykorzystał ani dnia urlopu. Z pasją bronił też koncepcji architektonicznej Rynku. Jako miłośnik przyrody rozumiał głosy o braku zieleni, ale jako profesjonalista wiedział, że plac miejski ma swoje prawa.
- Widziałem rynki w Europie, gdzie nie ma nawet zielonego listka. Plac ma służyć festynom i kiermaszom. Ale gdyby w parku zabrakło zieleni, sam bym protestował – wyjaśniał z uśmiechem.
Na koniec, z błyskiem w oku, zapewnił o solidności wykonania:
Gdyby tu się pojawiły jakieś obce czołgi... gwarantuję, że ten plac powinien wytrzymać.
Pod powłoką przedsiębiorcy od inwestycji drogowych krył się człowiek o niezwykłej wrażliwości na muzykę, sztukę i piękno otaczającego świata. Ta subtelność pozwalała mu dostrzegać w budownictwie coś więcej niż tylko technologię – widział w nim tkankę miasta, która ma służyć pokoleniom.
Prace na Starym Rynku prowadzono w ekstremalnych warunkach, pod namiotami i z nagrzewnicami, by zdążyć przed Bożym Narodzeniem. Wiktorowi Chyczyńskiemu zależało, by Łomżyniacy mogli cieszyć się swoim centrum jak najszybciej.
Pożegnanie Wiktora Chyczyńskiego odbędzie się dzisiaj o godzinie 13:00 w Kaplicy Przedpogrzebowej cmentarza św. Brunona przy ulicy Wojska Polskiego 136 B.
Zgodnie z wolą zmarłego, który zawsze widział potrzeby innych, rodzina prosi o nieskładanie kwiatów. Zamiast tego, przy wejściu będzie można przekazać datek do puszki na cel Łomżyńskiego Hospicjum, co będzie najpiękniejszą formą uczczenia pamięci o tym uczciwym i skromnym człowieku.
