Stolica Apostolska kilkadziesiąt lat temu rozpoznała skłonności Juliusza Paetza, a więc wyświęcono go na biskupa i wysłano... do Łomży. Takie wnioski można wysunąć ze słów redaktora naczelnego Katolickiej Agencji Informacyjnej, które publikują ogólnopolskie media.
"Abp Paetz miał naprawdę wysokie stanowisko w Watykanie i do Łomży pojechał na zesłanie. To był podstawowy błąd, bo te jego skłonności [homoseksualne - red.] zostały już rozpoznane w Watykanie. Watykan chciał się go pozbyć. To był jeden z motywów nominacji" - mówił redaktor naczelny KAI Marcin Przeciszewski, cytowany przez Interię".
Słowa miały paść w czasie panelu „Kościół na krawędzi?”, który odbył się w ramach Ogólnopolskiego Forum Młodych we Wrocławiu. W spotkaniu wziął udział m.in. prymas Polski abp Wojciech Polak z którego ust nie padło żadne dementi po szokującej wypowiedzi.
Do sprawy za pośrednictwem facebooka odniósł się publicysta Tomasz Terlikowski:
- Jeśli ktoś sądził, że debata nad zachowaniem Kościoła w sprawie arcybiskupa Juliusza Paetza dobiegła końca, i że można spokojnie przejść nad nią do porządku dziennego, to ostatnia wypowiedź prezesa KAI Marcina Przeciszewskiego powinna wyprowadzić go z błędu - napisał na swoim facebookowym profilu. - Jeśli bowiem w Watykanie uznano, że z kogoś, kto jest zgorszeniem w Watykanie można - za karę - uczynić ojcem diecezji - to znaczy, najdelikatniej rzecz ujmując, że coś nie tak było z nominacjami biskupimi. I ktoś za to odpowiada. Coś nie tak było też z myśleniem eklezjalnym i teologicznym, bo uznano, że karą dla kogoś jest uczynienie go następcą apostołów, biskupem ordynariuszem.
Juliusz Paetz pełnił funkcję biskupa diecezjalnego diecezji Łomżyńskiej w latach 1983 - 1996. Później wrócił do Poznania, gdzie został arcybiskupem metropolii poznańskiej. Zrezygnował z pełnienia obowiązków po upublicznieniu oskarżeń o molestowanie seksualne poznańskich kleryków. Decyzją Stolicy Apostolskiej otrzymał zakazy liturgiczne, dotyczące m.in. udzielania sakramentów święceń i bierzmowania oraz głoszenia kazań.
Warto w tym miejscu przypomnieć ostatnią burzę medialną, którą wywołało symboliczne uczczenie minutą ciszy zmarłego arcybiskupa, zarządzone przez przewodniczącego Rady Miejskiej Łomży. Jeden z radnych postanowił sprzeciwić się tej decyzji i opuścił salę, a od zarządzenia przewodniczącego odcięli się także radni Koalicji Obywatelskiej, zapowiadając, że nie pozostawią "tej bulwersującej sytuacji bez konsekwencji"