- Ludzie czasami zarzucają nam, że odtwarzamy postacie Niemców. My jesteśmy rekonstruktorami, odtwarzamy historię. Nie pokazujemy postaci złych i dobrych, robimy to, by ludzie mogli zobaczyć...- opowiada Artur Rafałowski, dowódca Grupy Rekonstrukcji Historycznej Narew. Wczoraj rekonstruktorzy po raz pierwszy odtworzyli bitwę o Czerwony Bór.
GRH "Narew" przede wszystkim znana jest z corocznego przypominania walk pod Nowogrodem na początku września 1939 roku.
W tym roku, w 70. rocznicę bitwy w Czerwonym Borze, rekonstruktorzy postanowili przypomnieć i ten kawałek historii regionu. Odtworzyli starcie polskich partyzantów, zbierających się w lasach Czerwonego Boru z myślą o odbiciu więźniów zatrzymanych w więzieniu w Łomży i oddziałów niemieckich.
- Odbicie więźniów nie udało się. Być może historia potoczyłaby się inaczej, gdyby na stację kolejową w Czerwonym Borze nie wjechał pociąg tzw. "ozdrowieńców": żołnierzy niemieckich, którzy po urlopach bądź pobycie w szpitalach, wracali na front- opowiada dowódca Artur Rafałowski.
Rekonstrukcji przyglądała się liczna publiczność, aplauzem reagująca na poświecenie walczących. Rekonstruktorzy przyznają jednak, że- choć to tylko gra aktorska- nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem.
- Ludzie czasami zarzucają nam, że gramy Niemców... Musimy. Nie będziemy przecież ściągać Niemców z Niemiec- żartuje Artur Rafałowski dodając, że rekonstrukcje historyczne to jedna z niewielu sytuacji, kiedy można publicznie założyć mundur faszystowski.
Rzetelne rekonstrukcje bitew to coraz częściej doskonałe uzupełnienie szkolnej edukacji historycznej- zwłaszcza wobec nieustannego okrajania programu nauczania historii w szkole.