Katarzyna zaginęła w 2000 roku. Do tej pory nie udało się odnaleźć ciała 26-letniej wówczas kobiety. Po kobiecie zaginął wszelki ślad. Oskarżony o jej zamordowanie Marek W., mąż, nie przyznał się do zbrodni ani w śledztwie, ani przed sądem. Dzień przed Wigiią, 23. grudnia, okazało się, że sprawą jeszcze raz zajmie się Sąd Okręgowy w Łomży. Sąd Apelacyjny w Białymstoku uchylił bowiem orzeczony wobec Marka W. wyrok, skazujący go na pięć lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci żony.
Sąd Okręgowy w Łomży wyrok pięciu lat więzienia dla Marka W. wydał we wrześniu. Sąd ocenił, że mogło dojść do awantury między małżonkami, którzy planowali rozwód.
Uchylając ten wyrok, Sąd Apelacyjny w Białymstoku zwrócił uwagę, że sprawa jest bardzo skomplikowana. Brak w niej dowodów, są jedynie same poszlaki - informuje PAP.
Zdaniem białostockiego sądu, w Łomży nie zostala dochowana należyta staranność przy ocenie materiału dowodowego. Oznacza to, że niejasności sąd pierwszej instancji musi rozstrzygnąć jeszcze raz. Chodzi między innymi o dokładne zbadanie tzw. śladu wrocławskiego i niemieckiego, czyli doniesień, jakoby Katarzyna W. już po 2000 roku była widziana w Niemczech.
Marek W. jest aresztowany od 2009 roku, kiedy zarzuty postawiła mu prokuratura w Elblągu. W listopadzie mężyczna został dodatkowo skazany na trzy lata więzienia za handel narkotykami. Sąd umorzył zaś sprawę nakłaniania przez Marka W. innej osoby do zabójstwa teściów.
Razem z ponownym porocesem Marka W., przed sądem będzie ponownie odpowiadał mężczyzna, ktoremu zarzucono utrudnianie śledztwa, zacieranie śladów i pomoc w ukryciu zwłok zamordowanej. Początkowo łomżyński sąd go uniewinnił. Teraz także w tej sprawie proces zacznie się od początku.