- W autobusie podstawionym do zdawania egzaminu na kategorię D nie wchodzą biegi, nie ma możliwości ustawienia lusterek, nie działają kontrolki, a żeby zacząć egzamin, musieliśmy pchać pojazd po placu, by w ogóle zapalił!- denerwuje się mieszkaniec Łomży. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego odpiera zarzuty, w tym wypadku to jednak słowo przeciwko słowu, egzaminy tej kategorii nie są bowiem nagrywane kamerą.
- Do egzaminu razem ze mną podeszło jeszcze siedem czy osiem osób, trzy- w tym ja- nie zaliczyły placu manewrowego. To nie jest tak, że nie zdałem i szukam winnych. Ci, którym udało się wykonać zadania na placu sami przyznawali, że to prawdziwe szczęście, bo autobus był w opłakanym stanie- mówi Czytelnik (imię i nazwisko do wiadomości redakcji).
Zdaniem podchodzącego do egzaminu, już na starcie pojazd sprawił problemy. Kierowca, który przyprowadził autobus z bazy PKS (stamtąd co tydzień jest wypożyczany do egzaminów), miał zaznaczyć, że części przycisków najlepiej nie dotykać, bo i tak nie działają. Kursanci mieli też mieć problem z wrzuceniem biegu wstecznego i ustawieniem lusterek.
- Prawdziwe kuriozum nastąpiło, kiedy najpierw musieliśmy pchać autobus po placu, by w ogóle zapalił!- opowiada zbulwersowany kierowca, który zwrócił się do nas o pomoc.
Dobrej opinii o pojeździe nie ma też instruktor szkoły nauki jazdy, w której uczył się egzaminowany.
- Osobiście tym autobusem nie jeździłem, ale słyszałem wiele skarg dotyczących jego stanu technicznego- mówi wolący zachować anonimowość instruktor.
Dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego Mirosław Oliferuk twierdzi, że autobus nie może być w złym stanie technicznym. Odpiera zarzuty stawiane przez mężczyznę.
- Ten pojazd na co dzień służy w PKS-ie do przewozu dzieci. Jak może być niesprawny? Jest takie powiedzenie: "złej baletnicy..."- komentuje Oliferuk.
Zdaniem dyrektora, jeśli pojazd był niesprawny, kursanci powinni od razu zwrócić na to uwagę egzaminatorowi lub bezpośrednio- władzom WORD-u, żądając sprawdzenia stanu technicznego.
Po kilku dniach od egzaminu trudno będzie udowodnić rację którejkolwiek ze stron. Egzaminy kategorii D, w przeciwieństwie do tych dopuszczających do kierowania samochodami osobowymi, nie są bowiem nagrywane za pomocą zamontowanych wewnątrz pojazdu kamer.