Reklama

Rzeczywistość po przekształceniu szpitala. "Przypomniałam sobie wszystkie przekleństwa..."

14/05/2020 08:15

- Czy pan wojewoda Paszkowski zwróci mi koszty, które poniosłam przez jego decyzję? Co by pomyślał, gdyby przytrafiło to się jego żonie? - pisze rozgoryczona mieszkanka naszego miasta, która po nieszczęśliwym upadku zakończonym złamaniem musiała szukać pomocy w oddalonych od Łomży szpitalach.

Wszystko zaczęło się w sobotę (9.05) rano. Nasza Czytelniczka potknęła się na schodach tarasu i nieszczęśliwie upadła, obijając twarz i bark. Ból niestety nie mijał, więc zapadła decyzja - telefon pod 112.  Dyspozytor poinformował, że trzeba jechać do Zambrowa na SOR. Z działki naszej Czytelniczki było to jakieś... 60 kilometrów. Na miejsce udało się przyjechać około godz. 13:00.

Zambrów

- Po przejściu procedury przyjęcia (dane, mierzenie temperatury, wywiad) skierowano mnie do pomieszczenia, w którym stały puste łóżka, wózki inwalidzkie i parawan. Z bólu chodziłam po 4 kroki w każdą stronę  - dopóki nie zobaczyłam, że za parawanem leży ciało w białym foliowym worku. W ciągu  pół godziny przyjechali panowie w garniturach, przewieźli ciało obok mnie pod okienko – dokonali formalności  i opuścili szpital. - czytamy w relacji mieszkanki Łomży.

Reklama

Po ponownym wypełnieniu formularzy kobieta zasnęła na krześle. Ok. godz. 15:40 poprosiła o środek przeciwbólowy - dostała zastrzyk, po czym poprosiła lekarza o zdjęcie RTG, bo przypuszczała, że ból spowodowany jest złamaniem. Lekarz w gabinecie miał spędzić ponad 2 godziny, nie przyjmując żadnego pacjenta. RTG udało sie wykonać dopiero o godz. 18:00. Godzinę później przyszedł czas na bandażowanie (opatrunek Dessaulta), a o 20:30 - wypis ze skierowaniem do poradni ortopedycznej. Łącznie w Zambrowie nasza Czytelniczka spędziła 7 godzin. 

Co dalej? Informacja z okienka brzmi: „W poniedziałek do Poradni w Wys – Maz i orteza"

Reklama

Telefon do Wysokiego Mazowieckiego

W niedzielę ból był coraz większy, rozluźniał się też opatrunek. W poniedziałek o godz. 8:00 rano nasza Czytelniczka zadzwoniła do Wysokiego-Mazowieckiego. Usłyszała, że mogą ją przyjąć... za 2 tygodnie, ale możliwe, że uda się w przyszłym tygodniu - trzeba się dowiadywać. Lekarz rodzinny zalecił szukanie pomocy w innym szpitalu i wystawił kolejne skierowanie z napisem "pilne".

Wybór padł na Ostrołękę

Po wcześniejszym kontakcie telefonicznym nasza Czytelniczka zdecydowała się pojechać do szpitala w Ostrołęce. Niestety, na miejscu przyjęcia odmówiono.

Reklama

-  Informuję, że obiecano mnie przyjąć, więc miła pani idzie zapytać lekarza. Lekarz wyraża zgodę – uffff! Proszą o zdjęcie rtg  z Zambrowa – NIKT MI GO NIE DAŁ PRZY WYPISIE!!!! Mam 2 wyjścia – albo jechać do Zambrowa i je odebrać, albo zrobić nowe – trzeba mieć skierowanie lek. rodz. z Łomży - pisze rozżalona kobieta.

Z Ostrołęki do Zambrowa

Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów do Zambrowa okazało się, że dokumentu nasza Czytelniczka nie dostanie - bo nie wydają z badań wewnętrznych,.

- Tłumaczę, że teraz będę się leczyć w innym szpitalu i muszę je mieć. Nic z tego. I tu wpadłam  w szał – bez wulgaryzmów ale na 100 dB wymieniłam wszystkich i wszystkie instytucje, które powiadomię o niekompetencji, braku informacji, braku empatii, zaniedbaniach. Na koniec rzuciłam się w korytarz w stronę administracji krzycząc ”gdzie jest dyrektor?” Pani z okienka powiedziała,  ŻE „MOŻE MI WYPALIĆ PŁYTKĘ JAK TAK BARDZO CHCĘ” - czytamy.

Reklama

Po 40 minutach udało się tę "płytkę" uzyskać, chociaż miało to potrwać zaledwie 5 minut.

- Odwracam się a tu tablica informacyjna. Jest przychodnia urazowo-ortopedyczna. Proszę o zarejestrowanie – niemożliwe, bo już nie ma lekarza.

Była godz. 14:00 i nasza Czytelniczka przypuszczała, że z powrotem do Ostrołęki już nie zdąży.  

Z Zambrowa do Ostrołęki

- Mieliśmy 60 min na dojazd do Ostrołęki. Trafiliśmy w korek. Do szpitala dotarłam o 15,01……… Światła zgaszone, pusty korytarz. Opadła mi zdrowa ręka. Ale jeszcze jedna nadzieja SOR! Weszłam, opowiedziałam w okienku rejestracji  o co mi chodzi i się rozpłakałam. JA CHCIAŁAM TYLKO INFORMACJI.

Reklama

Pielęgniarka miała pójść do lekarza - z litości. Ten zgodził się przyjąć pacjentkę. Chociaż oprócz niej pod drzwiami czekało jeszcze kilka osób, to już po 20 minutach zaprosił ją do gabinetu.

- Cierpliwie słucha  mojego scenariusza rodem z Barei. Ogląda wypis, zdjęcie rentgenowskie. Ogląda mój opatrunek – wszystko ok. ale lepiej założyć ortezę. Prosi, żebym poczekała parę minut – wraca. Otrzymuję INFORMACJĘ, ŻE: złamanie nie jest skomplikowane, otrzymuję receptę na środki przeciwbólowe, zwolnienie do pracy, 4 strony zapotrzebowania na ortezę ( dzięki temu zapłacę za nią 10 % ceny) i  polecenie (skierowanie) wizyty kontrolnej w poradni ortopedycznej.

Reklama

I w taki sposób historię z szukaniem pomocy udało się zakończyć w Ostrołęce.

- Przypominam, że z usług szpitala w Łomży korzystało ponad 100,000 mieszkańców miasta, powiatu. A teraz korzysta  ile? - pyta nasza Czytelniczka. - Przypomniałam sobie wszystkie przekleństwa, jakie w życiu słyszałam. A moim bólem, nerwami chętnie podzieliłabym się z wojewodą Paszkowskim.

Tekst powstał na podstawie relacji naszej Czytelniczki

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości