Miała być merytoryczna debata o umowie UE-Mercosur i ochronie polskich produktów w Ameryce Łacińskiej, a skończyło się na licytacji o to, kto woli zimną wodę, a kto gorącą parę. Dzisiejsze posiedzenie Sejmu rozgrzało emocje do czerwoności, choć głównymi rekwizytami w słownej potyczce stały się przerębel Stefana Krajewskiego i sauna Jacka Sasina.
Temperatura na sali plenarnej gwałtownie wzrosła, gdy na mównicę wszedł poseł PiS Krzysztof Ciecióra. Tematem była kontrowersyjna umowa handlowa z krajami Ameryki Południowej, która budzi ogromne obawy rolników. Jednak zanim przeszliśmy do konkretów, poseł PiS postanowił uderzyć w ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego, nadając mu nowy przydomek: „Stefan Mercosur Krajewski”.
Ciecióra zarzucił ludowcom hipokryzję – sprzeciwianie się umowie w Polsce, a popieranie jej w Brukseli w ramach frakcji EPL. Jednak prawdziwym punktem zapalnym stała się działalność charytatywna ministra.
– Zaraz wyjdzie pan Stefan reklamować swoją aukcję, gdzie sprzedaje tę balię, w której siedział, kiedy rolnicy protestowali – grzmiał Ciecióra, nawiązując do zdjęć Krajewskiego zażywającego kąpieli w ramach morsowania. Poseł PiS domagał się dymisji ministra, krzycząc o "hańbie".
Wywołany do tablicy minister Krajewski nie zamierzał chować głowy w piasek (ani w lód). Wchodząc na mównicę, wytoczył najcięższe działa, celując w... garderobę, a raczej jej brak u czołowych polityków PiS.
Krajewski najpierw sprostował, że na licytację WOŚP wystawił nie samą balię, a wspólne morsowanie, po czym przeszedł do ofensywy, wytykając opozycji podwójne standardy w kwestii "wodnych aktywności".
– Jakoś nie przeszkadza panu roznegliżowany poseł Jacek Sasin, w samym ręczniczku, który w Telewizji Republika epatuje nagością razem z pseudo redaktorem Kłeczkiem – wypalił minister, wywołując poruszenie na sali.
Obraz byłego wicepremiera w scenerii saunowej został przez Krajewskiego zestawiony z jego własnym hobby.
– Mówią, że morsowanie to piękna sprawa, to zdecydujcie się: albo wspieracie, albo nie wspieracie – punktował polityk PSL, sugerując, że PiS akceptuje "roznegliżowanie" tylko wtedy, gdy odbywa się w cieple sauny u zaprzyjaźnionego redaktora, a nie w zimnej wodzie.
Reklama
Kiedy opadła mgła po saunowo-morsowych metaforach, wrócono na chwilę do meritum, czyli listy produktów chronionych. Krajewski brutalnie wypomniał PiS-owi, że obecny kształt ochrony produktów z krajami Mercosur (obejmujący tylko Polską Wódkę i Żubrówkę) to dziedzictwo rządu Mateusza Morawieckiego z 2019 roku.
– W głowie mieliście tylko wódkę i Żubrówkę, nic więcej. Przez cztery lata nie zrobiliście totalnie nic – oskarżał minister, twierdząc, że obecny rząd musi "sprzątać" po poprzednikach.
Debata, która zaczęła się od geopolityki, a przeszła przez analizę hobby posłów, zakończyła się w atmosferze karczemnej awantury. Krajewski odniósł się do niedawnego ataku na swój dom, broniąc decyzji prokuratury o aresztowaniu napastnika i oskarżając PiS o usprawiedliwianie "zwykłego bandytyzmu".
Na koniec minister rolnictwa zwrócił się bezpośrednio do Mariusza Błaszczaka, który pokrzykiwał z ław poselskich.
– Pan Błaszczak dołączył właśnie do grona Miękiszonów – skwitował Krajewski, zarzucając PiS-owi brak odwagi do złożenia formalnego wotum nieufności.
Wnioski po dzisiejszym posiedzeniu? Umowa z Mercosurem wciąż dzieli, ale jedno jest pewne: w polskiej polityce temperatura sporów jest tak duża, że jedni szukają ochłody w przeręblu, a inni wolą dolewać oliwy do ognia w saunie.