Wystarczy niewielka opłata (za 40 złotych mamy już przejażdżkę z gorącą przekąską), kilkuosobowe, dobrane towarzystwo- i można ruszać w drogę. Konne kuligi, z pochodniami i dzwoneczkami przy saniach, można zamówić w gospodarstwach agroturystycznych pod Łomżą.
Lepszych warunków już chyba nie będzie: wystarczająco gruba warstwa śniegu, mróz, przed którym można schronić się w głębi sań i początek zimowych ferii, które dla kilku tysięcy łomżyńskich uczniów i nauczycieli oznaczają dwutygodniową labę- na kulig to czas idealny.
Gospodarstwa, które są gotowe zorganizować kilkugodzinną zabawę, znajdziemy bez problemu. Zimowe kuligi to jedna z najpopularniejszych atrakcji w większości podmiejskich ośrodków agroturystycznych.
"W dębowym lesie" w Elżbiecinie właściciele są w stanie zorganizować sannę nawet dla kilkudziesięciu osób. Do dyspozycji mają dwie duże pary sań z tradycyjnymi dzwoneczkami. Po przejażdżce goście wracają na ognisko z gorącymi kiełbaskami, mogą też ogrzać się w sali kominkowej, gdzie czeka gorąca kawa i herbata. Koszt kuligu, w zależności od ilości osób, to od 35 do 40 złotych za osobę.
Jeśli chcemy zwiedzić saniami rozległy kompleks Czerwonego Boru, na kulig warto umówić się z gospodarzami "Biełki" w Giełczynie. Tu mamy do wybory kulig dzienny (40 złotych za osobę dorosłą, 25 złotych za dziecko) lub nocny (nieco droższy, 45 złotych za osobę). W kwotę wliczona jest już przejażdżka i ognisko z kiełbaskami. Kuligi organizowane są przez cały tydzień, ale wymogiem jest zebranie grupy przynajmniej dziesięcioosobowej.