Teresa Steckiewicz była jedną z trzech kobiet internowanych w Łomży w nocy z 12. na 13. grudnia 1981 roku. - Uzasadnienie? Z decyzji dowiedziałam się, że pozostawienie mnie na wolności będzie zagrażało bezpieczeństwu państwa- opowiadała łamiącym głosem dziś 76-letnia kobieta, twórczyni Hospicjum pw. Świętego Ducha. Podobne zarzuty usłyszał internowany tej samej nocy Henryk Kapuściak. Wspomnień obojga działaczy opozycji można było wysłuchać podczas unikalnego spotkania, zorganizowanego przez Łomżyński Klub Myśli Patriotycznej. Zapraszamy na relację!
- Pukanie do drzwi rozległo się w nocy. Otworzyć poszedł syn. Wiedziałam, że to do mnie. Zapytał: "Kto?" i padła odpowiedź: "Swoi!". Otworzył drzwi i weszło dwóch mężczyzn- jeden w stopniu kapitana, drugi cywilny pracownik UB- opowiadała Teresa Steckiewicz.
Działaczka Solidarności, wówczas sekretarz prezydium, została zabrana w nocy. Żądając przedstawienia pisemnego nakazu aresztowania, rozwścieczyła funkcjonariuszy- w efekcie dokument zobaczyła, ale nie dostała nawet kilku minut na ubranie się, spakowanie rzeczy.
Razem z pozostałymi internowanymi tej nocy kobietami, trafiła do zakładu karnego w Białymstoku, 6. stycznia 1982 roku została przewieziona do Ośrodka Odosobnienia w Gołdapi.
W więzieniu powstał nowy tekst do popularnej w czasie drugiej wojny światowej piosenki "Dnia 1. września roku pamiętnego", utrwalonej w Zakazanych Piosenkach.
- Każdy dzień więzienia opisany jest w piosence- przyznała Steckiewicz i zaśpiewała utwór z napisanym przez siebie tekstem. Brawa na sali nie milkły przez dłuższy czas.
Zaproszona na spotkanie Jolanta Święczkowska, córka internowanej działaczki, opowiedziała o szykanach, konieczności ukrywania członków rodziny, grozie stanu wojennego, widzianej wówczas oczami młodej kobiety, świeżo upieczonej mamy.
Niepewność każdego kolejnego dnia wspominał Henryk Kapuściak, wówczas przewodniczący zakładowej Solidarności w Łomżyńskiej Fabryce Mebli.
- Byliśmy wiezieni milicyjną suką, w pewnej chwili kolega mówi: "Wiesz, ja nie bardzo wierzę, że w dobre miejsce nas wiozą... Czy nie do Sowietów?"- opowiadał.
Dziś działacze pierwszej Solidarności mają sporo żalu. Nie tylko o to, że są pomijani, zapominani.
- Serce boli, że przepadło to, o co walczyliśmy- mówią. Wtedy za pojawienie się sztandaru Solidarności na wszystkich uroczystościach państwowych byliśmy karani, prześladowani. Dziś, kiedy mógłby być prezentowany bez konsekwencji, po prostu go nie ma...