- Ile można? - pyta zdesperowany Piotr Jędrzejek, właściciel karczmy Jędrzejek w Kisielnicy, która doszczętnie spłonęła pod koniec ubiegłego tygodnia. Wszystko wskazuje na to, że lokal został podpalony. Podobna sytuacja miała miejsce sześć lat temu- wtedy mężczyzna przezwyciężył przeciwności i postanowił odbudować karczmę. Teraz sam przyznaje, że nie wie, czy znajdzie na to siły...
Karczma stojąca przy głównej drodze między Łomżą a Grajewem, spłonęła w nocy z czwartku na piątek. Ogień przez całą noc gasiło kilka zastępów straży pożarnej, od tamtej pory trwają też ustalenia przyczyny pożaru.
- Zajmujący się tą kwestią specjalista w miejscu, gdzie ogień był największy, znalazł butelkę, prawdopodobnie po tzw. koktajlu Mołotowa- mówi Piotr Jędrzejek.
Właściciel nie chce dzielić się swoimi podejrzeniami, kto mógł dopuścić się wywołania pożaru. Przyznaje jednak, że podobna sytuacja miała miejsce w 2006 roku. Pierwszy pożar karczmy też spowodowało podpalenie, choć właściciel zaniechał dążenia do pełnego rozwiązania sytuacji.
- Wtedy miałem siłę, by odbudować lokal. Co będzie teraz...? Nie chce mi się gadać- mówi przybity. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że i budynek i wyposażenie karczmy były ubezpieczone zaledwie na połowę swojej wartości- ok. 550 tys. złotych. Straty przekroczyły zaś milion złotych.
Ostateczne ustalenia przyczyny pożaru jeszcze trwają.
- Zebrany przez policję materiał zostanie przekazany prokuraturze, która zdecyduje co do dalszego toku postępowania, w tym również o powołaniu biegłego- informuje Ewelina Szlesińska, oficer prasowy łomżyńskiej komendy policji.