Spacerując wieczorami widuję autobusy Miejskiej Komunikacji Publicznej. Mkną ulicami miasta tnąc powietrze stawiające im opór. Kilkunastometrowe kolosy pożerając paliwo przemierzają nie zawsze równy asfalt. Dzielnie stawiają czoła codzienności. Samotnie. Bo oprócz kierowcy rzadko kiedy ktoś się w nich pojawia. Ogromne mechanizmy służą jako pojazdy widma rodem z kryminałów. Maszyny duchy są w dodatku drogie w utrzymaniu. Jest szansa na pozbycie się problemu.
Gdy przed kilkoma laty miasto kupiło 22 nowe Scanie skakano z radości. Że nowe. Że wygodne. Że wspaniałe. Kupione dzięki unijnym pieniądzom, więc fantastyczne. Wszelkie komplementy względem nich były uzasadnione. Szwedzkie autobusy to wysoka półka. Ale na regale łomżyńskiej rzeczywistości tę pozycję ustawiono źle. Zamiast w dziale „ekonomia” widnieje na „fantastyka”.
Chęć wydania unijnych pieniędzy zwyczajnie przysłoniła realne spojrzenie. Widać je na książkowym przykładzie.
Rankiem, kiedy dorośli jadą do pracy, a dzieci i młodzież do szkoły, „czerwonaki” są przepełnione. To widać, słychać i czuć z każdej strony. Maszyny pękają w szwach. Natomiast wieczorami nie ma żywej duszy. Jedynie czasem zdarza się, że siedzi jakaś zagubiona istota. W obu przypadkach autobus jest ten sam. Nie zamienia się w statek kosmiczny lub autobusową łajbę i pali mniej. Nie, jest tej samej wielkości. Palący niemal tyle samo. Oznacza to spore straty. Sytuacja ma miejsce od dwóch lat. Nasuwa się pytanie – czy wieczorem powinny jeździć pojazdy mniejsze, dwukrotnie mniej palące? Oczywiście, że tak. Warto założenie w życie i połączyć fantazję z ekonomią przynajmniej w niewielkim stopniu.
Termin, w którym miejski przewoźnik nie może sprzedać autobusów minie za parę lat. Potem wystarczy sprzedać na początek dwa i zakupić cztery mniejsze. Mniejsze, kilkunastoosobowe „czerwonaki” zużyją zdecydowanie mniej paliwa, czyli będą ekonomiczne. Kilka następnych Scanii też można się pozbyć. A jak się uda sprzedać je w dobrej cenie, w kasie miasta zostanie niezła sumka na kolejne miniautobusy.
Jeśli plan uda się zrealizować będzie to jeden z niewielu przykładów dobrego wykorzystania funduszy unijnych. Kupiliśmy hurtowo wiele pojazdów za bezcen, a potem sprzedamy z zyskiem. Zwykle, co roku do każdej „inwestycji” unijnej dokładamy ogromne kwoty. Tu jest przynajmniej niewielka szansa zarobku.
_ _ __ _ _ _ _ __ _ _ _ _ __ _ _ __ __ _ _ __ _ _ _ _ _ _ _ __ _ _
Młody
Treści prezentowane w tej publikacji nie są oficjalnym stanowiskiem portalu MyLomza.pl, ani nie mogą być z nim utożsamiane. Całkowitą odpowiedzialność za treść ponosi autor (do wiadomości red.).