Właśnie mijają trzy miesiące, po których poseł Lech Antoni Kołakowski może odzyskać złożone w urzędzie prawo jazdy. Tyle czasu "kosztuje" przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h w obszarze zabudowanym, które miało miejsce 18 września 2018 roku w Piątnicy. Łomżyński parlamentarzysta pożegnał się z dokumentem 31 grudnia.
O niecodziennej sytuacji było głośno nie tylko lokalnie, ale także w całym kraju. Przekroczeniem prędkości i niejasnościami zainteresowali się w ubiegłym roku także reporterzy "Faktów" TVN.
Chociaż w sytuacji przekroczenia prędkości w obszarze zabudowanym o 50 km/h prawo jazdy na 3 miesiące traci się niemal natychmiast, w przypadku łomżyńskiego posła sprawa wyglądała trochę inaczej. Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło w pobliskiej Piątnicy. Poruszający się z dużą prędkością samochód przyciągnął uwagę policjantów, którzy zarejestrowali przejazd wideorejestratorem. Auto prowadzone przez posła Kołakowskiego pędziło w terenie zabudowanym z prędkością 108 km/h. Według przekazanych nam wtedy przez policję informacji, poseł Kołakowski poinformował podczas kontroli, że powodem przekroczenia prędkości był stan wyższej konieczności. Miał on również poinformować mundurowych, że nie posiada prawa jazdy.
Postępowanie wyjaśniające trwało dość długo, ale ostatecznie 31 grudnia parlamentarzysta złożył swoje uprawnienia w Urzędzie Miejskim w Łomży. Właśnie mijają określone prawem trzy miesiące, po których dokument można odzyskać.
Uwaga! To NIE jest informacja związana z Prima Aprilis!