Reklama

W domu było co jeść, ale ludzie się śmiali- Beata Z. opowiada o swoim życiu

03/12/2013 16:59

42-letnia Beata Z., oskarżona o pięciokrotne zabicie swoich dzieci przyznała dziś przed sądem, że wstydziła się ludzi mieszkających w Hipolitowie, wytykania palcami, gadania. Przemocy (fizycznej i psychicznej) miała doznawać zarówno od męża, jak i od konkubenta. W zupełnie innym świetle niż dotychczas, przedstawiła uśmiercenie piątki swoich dzieci. Zapytana przez prokuratora, czemu zmienia zeznania, z prostotą przyznała, że nie potrafi odpowiedzieć.

To była ważna dla składu sędziowskiego rozprawa. Po raz pierwszy bowiem przewodniczący mu sędzia Jan Leszczewski miał okazję usłyszeć nie tylko zeznania świadków, ale i wyjaśnienia samej kobiety, która na poprzedniej rozprawie nie chciała zabierać głosu.

Dziś Beata Z. opowiadała, że pierwsze z dzieci w 1998 roku utopił w stawie żyjący jeszcze wówczas mąż. Miała to być konsekwencja zdrady, jakiej dopuściła się kobieta- ojcem dziecka był konkubent, Antoni G. Mąż oskarżonej miał dusić dziecko, przywiązać do niego kamień i na oczach Beaty Z. wrzucić do stawu.

Reklama

Niestety, dzisiejsze zeznania mocno różnią się od wersji podawanej przez kobietę w trakcie postępowania przygotowawczego. Kilka miesięcy temu Beata Z. przyznawała się do samodzielnego utopienia dziecka, które miało urodzić się zresztą dziesięć lat później.

Mieszkanka Hipolitowa dziś nie przyznała się także do zabójstwa pozostałej czwórki dzieci. Przed sądem stwierdziła, że nie umiała o nie zadbać- zasypiała po porodach, a kiedy budziła się- dzieci nie żyły. Nie było jej jednak stać na godne wyprawienie pogrzebów, stąd zwłoki dwójki dzieci zostały ukryte na strychu, kolejna para- w piwnicy.

Reklama

Zapytana przez sąd i prokuratora, skąd dzisiejsza zmiana zeznań, Beata Z. przyznała, że nie potrafi tego wyjaśnić. Wskazywała jedynie, że wcześniej nie miała adwokata, czuła presję policji.

Dziś przesłuchana została także część powołanych w sprawie świadków. Członkowie rodziny Beaty Z. odmówili składania zeznań, obszernie wypowiedzieli się za to pracownicy opieki społecznej i kurator sądowy, zajmujący się rodziną Z.

Z ich zeznań wynika, że kobieta nie była zainteresowana rozwiązaniem problemów domowych, nie chciała o nich rozmawiać. Nie dbała o dzieci, uczestnicząc w libacjach alkoholowych (problem z alkoholem wcześniej potwierdzili biegli psychiatrzy). Jednocześnie pracownicy socjalni zwracali uwagę, że w domu zawsze było coś do jedzenia, choć panował tam spory bałagan.

Reklama

Ciąż kobiety odwiedzający jej dom pracownicy nie dostrzegali jednak aż do 2012 roku. Dopiero wiosną ubiegłego roku odmienny stan Beaty Z. zaobserwowała kuratorka sądowa z Sądu Rejonowego w Łomży i pracownica socjalna z Ośrodka Pomocy Społecznej w Stawiskach. W czerwcu okazało się, że kobieta w ciąży już nie jest, w domu nie ma też dziecka. To rozpoczęło postępowanie, które w październiku 2012 roku doprowadziło policjantów do przerażających odkryć w domu w Hipolitowie.

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości