Nieudolne zarządzanie i niezgodne z prawem działania zarządu Towarzystwa, łamanie zaleceń GIS, uznaniowa kwalifikacja pacjentów prowadzona przez prezes, możliwość narażenia pacjenta na utratę zdrowia lub życia, a nawet wyprawy na grzyby w godzinach pracy - to tylko niektóre z zarzutów dotyczących działalności łomżyńskiego hospicjum pw św. Ducha. Z uwagi na nowe informacje, wracamy do sprawy wypowiedzi byłej już dyrektor hospicjum, która dziś poinformowała władze miasta i Radę Miejską w Łomży o nieprawidłowościach w placówce. Naszej redakcji udało się dotrzeć do dokumentu.
Temat dotyczy dzisiejszego wystąpienia Izabeli Metelskiej, byłej dyrektor Hospicjum pw. Świętego Ducha w Łomży. Jak poinformowała podczas dzisiejszej sesji, została odwołana z funkcji w momencie, gdy zaczęła wskazywać na nieprawidłowości w placówce.
- Przez 7,5 miesiąca pełniłam funkcję dyrektora Hospicjum pw. Świętego Ducha w Łomży. Po tym czasie zostałam odwołana w momencie, gdy zaczęłam wskazywać nieprawidłowości, których znalazłam naprawdę bardzo dużo i są to nieprawidłowości bardzo poważne. Nie chciałabym tutaj wszystkiego omawiać na forum, ponieważ są to rzeczy dotyczące naprawdę bardzo wrażliwych, newralgicznych tematów, uderzające głównie w pacjenta - usłyszeliśmy.
Reklama
Izabela Metelska zawarła swoje wnioski w piśmie, które jest apelem do władz miasta o monitorowanie sytuacji w placówce. Radni mają zająć się tym w lutym. To sprawa istotna dla Łomży, bo chociaż hospicjum nie jest jednostką należącą do naszego samorządu, to otrzymuje z budżetu miasta finansowe wsparcie. Naszej redakcji udało się dotrzeć do pięciostronicowego dokumentu, który ma być przedmiotem debaty radnych. Niektóre zapisy szokują.
Co znajduje się w tym dokumencie? Możemy tam znaleźć m.in. informację o rzekomych niezgodnych z prawem działaniach Zarządu Łomżyńskiego Towarzystwa Przyjaciół Chorych "Hospicjum" p.w. Świętego Ducha w Łomży i rzekomym nieudolnym zarządzaniu. Jakość i ilość wykonywanych świadczeń ma spadać, a wynikać ma to z "nieprawidłowej, niezgodnej z prawem i uznaniowej kwalifikacji przeprowadzanej przez panią prezes", która "nie ma wiedzy i kompetencji w tej dziedzinie, nie zna aktualnych przepisów prawa dotyczących świadczeń gwarantowanych w opiece paliatywnej i długoterminowej a poza tym nie jest uprawniona do wglądu w dane wrażliwe pacjentów"
W piśmie możemy przeczytać, że w hospicjum dochodziło do łamania zaleceń GIS w stanie pandemii. Z polecenia prezes mieli być przyjmowani pacjenci w sytuacji, gdy u kucharki i pielęgniarki zdiagnozowano COVID-19, pacjenci mieli gorączkę i oczekiwano na wyniki pobranych od pacjentów wymazów. Podczas nieobecności ówczesnej dyrektor i pomimo jej stanowczego sprzeciwu, do hospicjum miał zostać przyjęty pacjent, "co mogło narazić go na utratę zdrowia bądź nawet życia w przypadku potwierdzenia zakażenia Sars-Cov-2 u gorączkujących pacjentów".
Z pisma wynika też, że kompetencje służbowe ówczesnej dyrektor miały być stopniowo ograniczane po tym, gdy zaczęła wskazywać niegospodarność i złą organizację pracy. "Tym się nie interesuj", "jak będziesz miała swoje, to będziesz rządziła" - miała słyszeć od prezes. Czytamy też, że na uwagi dyrektor dotyczące konieczności rozwoju hospicjum i groźbą upadku, miała ona otrzymywać odpowiedź "potem niech się Miasto martwi".
"Tymczasem nieprawidłowości jest bardzo dużo i są to naprawdę poważne uchybienia, zagrożone bardzo wysokimi karami ze strony NFZ. Począwszy od nieprawidłowej kwalifikacji pacjentów do hospicjum i zakładu opiekuńczo-leczniczego, nieprzestrzegania listy oczekujących na przyjęcie, wypisywania pacjentów z hospicjum domowego na polecenie Pani Prezes (...), poprzez pochopne zawieszanie świadczeń gwarantowanych w zakresie opieki długoterminowej, jakim jest leczenie dietetyczne pacjentów, co skutkowało gwałtownym wzrostem ilości odleżyn i ran przewlekłych u pacjentów zakładu opiekuńczo-leczniczego (...) po nieprawidłową organizację pracy, która generuje dodatkowe koszty".
Wśród innych zawartych w piśmie zarzutów możemy znaleźć m.in. zatrudnienie w hospicjum domowym pielęgniarki niespełniającej wymagań ustalonych przez NFZ. ("Fikcyjnie dopisana jest pielęgniarka mająca uprawnienia, która jednak ani razu nie była u pacjentów"), oraz zatrudnienie przez prezes jako zaopatrzeniowca na 1/2 etatu pracownika bez prawa jazdy, którego "trzeba zawieźć na zakupy i przywieźć", podobnie jak prezes. W piśmie pojawia się nawet zarzut wypraw na grzyby podczas godzin służbowych, "w co zaangażowane są - na polecenie Pani Prezes - pani salowe i pracownik gospodarczy, podczas, gdy pielęgniarki zostają na oddziałach bez żadnej pomocy".
"Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ Pani Prezes podejmuje decyzje JEDNOOSOBOWO, bez jakichkolwiek konsultacji; Zarząd, który sobie stworzyła składa się wyłącznie z pracowników Hospicjum, pozostających w zależności służbowej wobec Pani Prezes i nie sprzeciwiających się jej w żadnej sytuacji, nawet wówczas, gdy podejmowane przez nią decyzje są niezgodne z prawem bądź nieracjonalne" - czytamy.
Kolejnym dowodem na "lekkomyślne wydatkowanie środków (pochodzących w znacznej mierze od obywateli naszego miasta bądź dotacji)" mają być sprawy sądowe wytaczane na skutek nieprzestrzegania przepisów Kodeksu Pracy przez ŁTPC "Hospicjum", które - według informacji przekazanych w dokumencie - są wygrywane przez powodów. Przedstawiane w dokumencie zarzuty dotyczą też mi.n. rozbudowy hospicjum i zwiększeniu ilości miejsc do 12 w sytuacji, "gdy od kilku lat nie jest w pełni wykonywany kontrakt na 7 miejsc".
"Dla zobrazowania sytuacji - kontrakt z NFZ na lata 2017-2019 był podpisany na 2500 osobodni na rok (w przeliczeniu), tymczasem wykonanie kontraktu w poszczególnych latach wynosiło w roku 2017 - 2195 osobodni, w 2018 - 2283, a w 2019 - 1901 osobodni (...) W 2020 sytuacja się powtórzy, ponieważ zdarzało się, że w Hospicjum było tylko troje pacjentów, gdyż Pani Prezes odmawiała potrzebującym przyjęcia z sobie tylko wiadomych względów. Zupełnym kuriozum był fakt, iż przez kilka tygodni były wolne trzy miejsca w zakładzie opiekuńczo-leczniczym, na które pacjenci czekają wiele miesięcy, a czasem nawet lat, ponieważ wg. Pani Prezes osoby czekające w kolejce nie kwalifikowały się do przyjęcia, co nie było zgodne z prawdą. (...) nie wynikało to z małego zapotrzebowania na świadczenia opieki paliatywnej i długoterminowej, ale niewłaściwej i uznaniowej kwalifikacji pacjentów (...).
Z podanych w piśmie informacji wynika, że poza nowym budynkiem, nie przewidziano "nic, nawet windy transportowej dla pacjentów leżących, rozszerzenia i podniesienia jakości świadczeń (...), nie mówiąc już o sprzęcie". W 2019 roku na inwestycje i zakupy środków trwałych wydane miały zostać pieniądze w kwocie niecałych 5 tys. zł. Miały one zostać przeznaczone na zakup wkrętarki, telewizora z anteną, drukarki, kopiarki i rejestratora. Zastanawiające ma być też informacja, "dlaczego usługi medyczne świadczone przez lekarzy zatrudnionych w Hospicjum są opłacane z wpływów z 1% skoro są zakontraktowane i finansowane przez NFZ" - czytamy.
"Czy działania pani Teresy Steckiewicz są na pewno podyktowane dobrem Hospicjum? (...) Dlaczego naraża placówkę na kary spowodowane niezgodnymi z prawem działaniami, ale przede wszystkim dlaczego łamie prawa pacjenta do uzyskania należnych mu świadczeń zdrowotnych, przejrzystej, obiektywnej, opartej na kryteriach medycznych, procedury ustalającej kolejność dostępu do świadczeń oraz prawa pacjenta do otrzymania świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej? Za każdym niewykonanym świadczeniem stoi CZŁOWIEK, który nie otrzymał pomocy, której potrzebował i świadczeń, które mu się należą".
Pismo jest apelem o monitorowanie sytuacji w łomżyńskim hospicjum, "które jest naszym wspólnym dobrem, powstałym i funkcjonującym dzięki ofiarności mieszkańców Łomży". Jak usłyszeliśmy, radni mają zająć się sprawą niebawem.
Do sprawy wrócimy