W tej chwili za kilogram cukru trzeba zapłacić 4 złote. Jeszcze kilka tygodni temu ta sama kilogramowa torba była tańsza prawie o złotówkę. A to jeszcze nie koniec podwyżek - wkrótce cukier może osiągnąć cenę nawet 7 złotych! Podobne podwyżki cen czekają też inne artykuły spożywcze.
Podczas ostanich, większych zakupów spożywczych, pomyślałam: czas nauczyć się odżywiania alternatywnego. Bo na zwykłe jedzenie niedługo już nie będzie nas stać.
Ludzie wynoszący ze sklepów po kilkanaście kilogramów cukru to od kilku dni widok codzienny. Wszak region już obiegła informacja, że jest drogo, ale będzie jeszcze drożej!
Sęk w tym, że część ekonomistów prognozuje, że podwyżki (które i tak od początku roku mocno nas już dotknęły), ciągle są jeszcze przed nami. Teraz za chleb płacimy 2 złote, do końca roku bochenek ma zdrożeć nawet dwukrotnie. Tylko czekać, jak wkrótce nie będzie nas dziwił widok klientów wywożących z marketów wózki pełne pieczywa. W końcu wystarczy mieć dużą zamrażarkę i mikrofalówkę- ze starego lub zamrożonego chleba zrobią pachnący i świeżutki. No i dalej za dwa, a nie za pięć złotych za bochenek!
Nie dalej, jak kilka dni temu, w Nowej Trybunie Opolskiej przeczytałam reportaż, którego bohaterka sama robi dzieciom jogurt. Po prostu mleko gotuje z łyżką dżemu i mają mleczny deser za grosze.
Mam wrażenie, że wobec sytuacji, jaką mamy, w dziedzinie pomysłowości "jak zjeść coś z niczego" możemy wkrótce osiągnąć szczyty. Niestety, popularną energią słoneczną nie da się żywić. Niesprzyjający klimat.