Uprowadzenie dziecka, podpalenie samochodu i balkonu a teraz rzekoma bomba pod samochodem. Wokół łomżynianki od dłuższego czasu dzieje się wiele podejrzanych i tajemniczych rzeczy. - Chcę tylko bezpieczeństwa dla siebie i swoich dzieci- apeluje zrozpaczona matka.
W sobotę informowaliśmy na łamach naszego portalu o akcji policji w sprawie rzekomej bomby podłożonej pod samochodem na ulicy Konstytucji 3 Maja. Interweniowali tam pirotechnicy, którzy usunęli pakunki umieszczone pod samochodem. Dzisiaj mamy więcej informacji o tym zdarzeniu, a także o innych, które mogą być powiązane z tą sytuacją.
Jak potwierdziła nam policja, pod samochodem marki BMW umieszczone były 2 pakunki przymocowane do podwozia. Znalazła je właścicielka, która następnie zaalarmowała prywatną firmę, która zajmuję się od jakiegoś czasu jej ochroną. Następnie wezwano policję.
Po zabezpieczeniu okolicy wezwani pirotechnicy przy użyciu robota usunęli ładunki.
- Ani jeden ani drugi pakunek nie stwarzał zagrożenia wybuchem- powiedział w rozmowie z nami młodszy inspektor Tomasz Krupa, rzecznik prasowy podlaskiej policji.
Z informacji, jakie udało nam się pozyskać, wynika, że w jednym z pakunków schowany był nadajnik GPS, umieszczony tam prawdopodobnie, aby móc śledzić właścicielkę auta z bezpiecznej odległości. W dniach poprzedzających zdarzenie zauważyła ona osoby i pojazdy, które podążały za nią. Z naszych informacji wynika również, że w ostatnich dniach policja obserwowała poszkodowaną, pilnując czy nikt nie kręci się wokół jej bloku i jej nie zagraża. W obu tych kwestiach policja odmówiła nam komentarza.
To nie koniec dziwnych i niebezpiecznych zdarzeń. Wcześniej podpalono jej poprzedni samochód, a także zaprószono ogień na balkonie jej mieszkania. Może mieć to związek z sytuacją, która opisywaliśmy 2 lata temu. Wtedy to jedno z dzieci kobiety zostało porwane przez ojca na co dzień mieszkającego w Białymstoku.
- Ja chcę tylko bezpieczeństwa dla siebie i dla swoich dzieci - powiedziała w rozmowie z nami Martyna, wskazując, że nie może liczyć na pomoc policji. - Czuję się bagatelizowana. Strzelano w moje okno, dwa tygodnie temu podpalono mi samochód. Spalono mi też balkon, a policja działa bez żadnych efektów - żali się.
Strach i obawy pani Martyny potęguje fakt, że wszystkie te tajemnicze i niebezpieczne rzeczy dzieją się wokół niej od kiedy jej partner opuścił mury więzienia.
Historię pani Martyny i jej oprowadzonego dziecka na łamach portalu opisywaliśmy dwa lata temu.