"Marzyli o własnym, drewnianym domu. Zapłacili zaliczkę i… zostali z niczym. Mimo wyroków sądu nie mogą odzyskać pieniędzy. A szef firmy na podpisanie umowy z nowym klientem przyjeżdża luksusowym samochodem" - tak rozpoczyna się opis wczorajszego reportażu programu Uwaga. Chodzi o biznesmena, znanego z prowadzenia popularnej "restauracji" w Kisielnicy pod Łomżą.
Do dziennikarzy Uwagi zgłosili się ludzie z różnych stron Polski, których łączy jedno: kilka lat temu do spełnienia marzeń o własnym, drewnianym domu wybrali jedną firmę. Zapłacili Piotrowi J. zaliczki – po kilkadziesiąt tysięcy złotych – i czekali na przyjazd jego ekipy.
- Miał zacząć budować w marcu. Jak do niego zadzwoniłam powiedział, że ktoś się upił i musimy sami znaleźć wykonawcę fundamentów. Potem pan zaczął przekładać termin budowy. Mówił, że jest chory, że ma coś z nogą, zaczął pokazywać zwolnienia lekarskie – mówi Suchecka.
- Dzwoniłem tydzień przed terminem, żeby się przypomnieć. Usłyszałem, że wszystko w porządku i budujemy. I tak zapewniał, co poniedziałek – opowiada pan Adam.
Dziennikarze Uwagi dotarli do przeszłości biznesmena. Czytamy o tym na stronie z reportażem:
Zdesperowani klienci ustalili, że mężczyzna prowadził w okolicy Łomży popularną restaurację, gdzie kilka lat temu policja zatrzymała go pod zarzutem udziału w grupie przestępczej prowadzącej dom publiczny. Niedługo później Piotr J. stanął przed sądem.
- Sąd uznał go winnym popełnienia przestępstwa polegającego na ułatwianiu uprawiania prostytucji. Mężczyzna zapewniał zakwaterowanie, ochronę i czerpał korzyści majątkowe z uprawiania prostytucji przez te osoby. Została wymierzona mu kara dwóch lat pozbawienia wolności. Kara została warunkowo zawieszona na okres próby pięciu lat – mówi Jan Leszczewski, prezes Sądu Okręgowego w Łomży.
Dlaczego Piotr J. dostał karę w zawieszeniu?
- Uprawianie prostytucji odbywało się na zasadzie dobrowolności. Skazany ma do uregulowania korzyść majątkową w kwocie 222 tys. zł – dodaje Leszczewski.
Dziennikarz Uwagi spotkał sięz Piotrem J. Mężczyzna przyjechał wartym kilkaset tysięcy złotych autem. Czekali tam na niego kleinci, którym do tej pory nie zwrócił pieniędzy.