Zbliża się sezon zbiorów. Łomżyńscy sadownicy już liczą straty wywołane rosyjskim embargiem. Nałożone sankcje uderzają głównie w producentów jabłek. Unijną pomoc oferuje Agencja Rynku Rolnego i jej terenowe oddziały. Termin składania wniosków o udzielenie nadzwyczajnego wsparcia upływa 15 października. Jednak z zapomogi mogą skorzystać tylko ci sadownicy, którzy złożyli odpowiednie powiadomienia do 3 września.
Ten rok będzie wyjątkowo ciężki dla plantatorów. Obecnie trwa sezon zbioru antonówek, koszteli i malinówek. A raczej sezon liczenia strat wywołanych zamknięciem rynku wschodniego. Bo w praktyce tylko niewielka część owoców zostanie zebrana. O zapłacie pracownikom przy obecnych - rekordowo niskich - cenach skupu jabłek nie ma mowy. Nie mówiąc już o potencjalnych kosztach transportu. Dlatego większość owoców zamiast zostać zebrana -opadnie i co najwyżej użyźni glebę.
- W tym roku zbierzemy tylko ok. 1/10 wszystkich jabłek - mówi Teresa Wykowska, łomżyńska sadowniczka - Zastraszająco niskie ceny skupu nie pozwolą ani na zatrudnienie pracowników przy zbiorach, ani na pokrycie kosztów transportu, ani na zapłatę kierowcom.
Koszt wyprodukowania 1 kg jabłek wynosi ok. złotówkę. Owoce te skupowane są aktualnie za ok. 18-20 gr, czyli 1/5 swojej wartości.
- Gdyby pomoc unijna polegała na dopłacie do każdego kilograma jabłek wtedy ceny skupu nie byłyby tak zastraszająco niskie - mówi Teresa Wykowska, sadowniczka - i opłacałoby się zbierać owoce.
Rekompensaty wypłacane z Unii Europejskiej to tylko kropla w morzu potrzeb. Agencja Rynku Rolnego przyjmowała powiadomienia o przekazaniu owoców na cele charytatywne do 3 września. Wielu plantatorów nie zdążyło złożyć takich wniosków w terminie. Szczegółowe informacje dostępne są na stronie internetowej: http://arr.gov.pl/ w zakładce Embargo rosyjskie. Ponadto, jak twierdzą łomżyńscy sadownicy, unijna pomoc przysługuje producentom wysokogatunkowych owoców. Po przymrozkach, które uszkodziły część upraw w pierwszej połowie roku ciężko znaleźć owoce pierwszego gatunku.
- Na Unię nie ma co liczyć - wzdycha łomżyńska plantatorka - W zeszłym roku mieliśmy olbrzymie uszkodzenia spowodowane niekorzystną aurą. Po oględzinach i ocenie strat przez specjalistów z Agencji Rynku Rolnego okazało się, że jedyne na co możemy liczyć to pożyczka z niskim oprocentowaniem. Unijna pomoc to tylko mydlenie oczu - komentuje oburzona sadowniczka.
Pomysłów na uchronienie się przed krzywdzącymi skutkami embarga jest wiele - od szukania nowych rynków zbytu, przez eksport przetworzonych już produktów. Jabłka przetworzone na terenie takich państw jak Białoruś czy Kazachstan, tworzących z Rosją unię celną mogłyby być wtedy z powodzeniem sprzedawane Federacji Rosyjskiej.