Do 5 lat pozbawienia wolności grozi mężczyźnie, który w nocy wpadł w ręce policjantów z łomżyńskiej patrolówki. Mężczyzna przyjechał zatankować, chociaż ma zakaz prowadzenia pojazdów. Policja dodaje, że nie miał też maseczki.
Z policyjnej relacji wynika, że kilka minut po godz. 23, na jednej ze stacji paliw w Łomży policjanci zauważyli pojazd z włączonym silnikiem. W środku nie było kierowcy.
- Ze stacji paliw wyszedł mężczyzna, który pomimo obowiązujących obostrzeń będąc w środku nie miał maseczki zasłaniającej usta i nos. W trakcie legitymowania i sprawdzania w policyjnej bazie danych okazało się, że 31-latek ma obowiązujacy jeszcze przez kilka miesięcy zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych - relacjonuje oficer prasowy KMP w Łomży.
Reklama
Mężczyzna próbował wmówić policjantom, że samochodem kierował jego kolega, który jest w toalecie.
- Po dłuższej chwili gdy nikt nie przychodził łomżanin przyznał funkcjonariuszom, że to on kierował samochodem.
Za kierowanie pojazdem pomimo sądowego zakazu grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna odpowie też za za wykroczenie pozostawienia pojazdu w miejscu publicznym z włączonym silnikiem powyżej jednej minuty. Za brak maseczki został ukarany mandatem karnym. Skoda trafia na strzeżony parking.
zdj. KMP Łomża