Reklama

Obwodnica Konarzyc: Chcą uszczęśliwić mieszkańców na siłę? [FOTO i VIDEO]

03/11/2014 16:29

Czy białostoccy urzędnicy chcą "na siłę" uszczęśliwić mieszkańców podłomżyńskich Konarzyc? Taki wniosek można wyciągnąć po obserwacji dzisiejszych konsultacji społecznych w sprawie przebiegu planowanej drogi mającej stanowić obwodnicę tej wsi. Plany drogowców spotkała totalna krytyka ze strony najbardziej zainteresowanych.

O planach budowy obwodnic Konarzyc i Staych Kupisk informowaliśmy już w połowie lutego w artykule Kupiski i Konarzyce ominiemy obwodnicami. O ile obwodnica Kupisk nie wzbudza wielkich emocji, o tyle z drogą omijającą Konarzyce sytuacja jest dokładnie odwrotna. Nie tyle chodzi o sam pomysł jej wybudowania, co o proponowany przez białostockich drogowców przebieg.

Podlaski Zarząd Dróg Wojewódzkich w Białymstoku przedstawił propozycje trzech, a właściwie dwóch wariantów przebiegu obwodnicy Konarzyc. Dlaczego trzy równa się dwa? Ponieważ pierwszy z nich to wariant "zero", który zakłada remont istniejącej drogi bez budowy nowej. Dwa kolejne miałyby ominąć wieś od wschodu, jednak żaden z nich, jak twierdzą mieszkańcy, nie jest możliwy do zaakceptowania. Według wariantu krótszego, droga miałaby przebiegać bardzo blisko zabudowań, a w kilku miejscach nawet pomiędzy nimi. Wariant dłuższy ma być bardziej oddalony i zaplanowany został wzdłuż toru kolejowego. W tym drugim przypadku również jednak zbliżałby się w kilku miejscach do zabudowań. Oba warianty miałyby zaczynać się i kończyć mniej więcej w tych samych miejscach.

Reklama

Propozycje te wywołały prawdziwą burzę wśród mieszkańców Konarzyc, którzy dali jej upust dziś, w szczelnie wypełnionej sali konferencyjnej Urzędu Gminy. Dało się nawet słyszeć głosy, że jeśli tak miałaby przebiegać obwodnica, to lepiej wcale jej nie budować tylko wyremontować istniejącą drogę, a ludzie poczekają na obwodnicę Łomży, która odciąży też Konarzyce. Mieszkańcy krytykowali proponowany przebieg nie tylko dlatego, że droga będzie blisko domów. Wskazywali oni bezsensowność połączenia obwodnicy z istniejącą drogą tuż przed przejazdem kolejowym, gdzie i tak jest ciasno, mówili o tym, że droga ma przebiegać po terenach zalewowych, czego projektanci nie wzięli zupełnie pod uwagę. Mniej lub bardziej istotnych, krytycznych uwag było mnóstwo.

Mieszkańcy jednak nie przyszli do Gminy tylko po to, by krytykować, ale także zaproponować własne rozwiązania. Pierwsza propozycja, to wytyczyć drogę po drugiej, zewnętrznej stronie torów, co pozwoli odsunąć ją na około 50 metrów dalej od zabudowań. Wówczas jej zakończenie od strony Łomży wypadłoby w okolicach stacji paliw. Pojawił się też pomysł "pociągnięcia" nowej drogi aż do Szosy do Mężenina.

Reklama

Pomysły te nie przypadły do gustu drogowcom. Dyrektor Podlaskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich w Białymstoku Józef Sulima wskazywał na konieczność budowy wiaduktu na torem kolejowych przy takim wariancie. Jego zdaniem mocno podniosłoby to koszty całego przedsięwzięcia. Co istotne dla mieszkańców, przepisy w takiej sytuacji nie dopuszczają istnienia przejazdów kolejowych w promieniu 3 kilometrów od wiaduktu. Rolnicy mieliby więc utrudniony dostęp do swoich pól położonych po drugie stronie toru. Dyrektor odrzucił też możliwość doprowadzenia drogi do Szosy do Mężenina, która choć jest drogą wojewódzką, to leży w granicach administracyjnych Łomży i podlega zarządowi Prezydenta Łomży.

Mieszkańców nie przekonały jednak te argumenty. Ich zdaniem żaden wiadukt nie jest konieczny, wystarczyłby zwykły przejazd kolejowy. Co do drugiej wersji, w której droga miały prowadzić aż do Szosy do Mężenina, głos zabrał wójt Jacek Nowakowski. W jego opinii możliwe byłoby porozumienie w tej sprawie z Prezydentem Łomży, wystarczy tylko dobrej woli ze strony urzędników. Wójt zadeklarował, że może pomóc w rozmowach w tej sprawie.

Reklama

Podczas dyskusji pojawił się także kolejny możliwy wariant przebiegu obwodnicy. Mieszkańcy zaproponowali poprowadzenie jej od strony zachodniej, gdzie nie ma problemu torów i można "odsunąć" drogę daleko od zabudowań. Zdaniem dyrektora Sulimy jednak, ten wariant zupełnie nie wchodzi w grę ze względu na podmokłe tereny, przez które droga musiałby przebiegać. Według niego znacznie podniosłoby to koszt całej inwestycji.

Wydaje się jednak, że zarówno z punktu widzenia mieszkańców Konarzyc, jak również mieszkańców i władz Łomży, taka opcja byłaby najlepsza. Gdyby planowana droga zaczynała się przed Konarzycami, a kończyła w miejscu ronda, od którego swój bieg zaczyna ulica Meblowa, to nie tylko bezkolizyjnie ominęłaby ona Konarzyce, ale również pozwoliłaby na całkowite przeniesienie ciężarowego ruchu tranzytowego z ulicy Poznańskiej poza nią. W takiej sytuacji zapewne wójt Gminy Łomża nie tylko nie musiałby prosić Prezydenta Łomży o zgodę na "majstrowanie" przed Zarząd Dróg Wojewódzkich przy drodze będącej w jego zarządzaniu, ale być może zyskałby w nim silnego sprzymierzeńca dla takiego rozwiązania, gdyż skorzystałoby na nim również miasto, nie dokładając przy tym ani złotówki!

Reklama

Trwające dwie godziny przerzucanie się argumentami nie przyniosło porozumienia, jednak Józef Sulima zapewnił, że w Białymstoku zastanowią się jeszcze raz na tą sytuacją z uwzględnieniem uwag mieszkańców. Na koniec spotkania mieszkańcy złożyli swoje podpisy pod protestem przeciw takiemu przebiegowi obwodnicy i apelem o zorganizowanie kolejnego spotkania, które miałoby odbyć się w Konarzycach. Dzięki takiej lokalizacji spotkania więcej mieszkańców miałoby szansę na nie przybyć, zapoznać się bezpośrednio ze sprawą i wyrazić swoją opinię.

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości