Żeby usunąć substancję ropopochodną, która płynęła Łomżyczką, trzeba było zbudować zapory. Mimo tego, że sytuacja jest opanowana, nie zostaną one rozebrane. Wszystko z powodu deszczowej pogody. Sprawą zanieczyszczenia zajmuje się teraz policja.
W minioną sobotę (27.11) łomżyńscy strażacy otrzymali informację, że Łomżyczką płynie substancja ropopochodna. Więcej: Łomżyczka zanieczyszczona olejem. Interweniuje straż pożarna [FOTO]
Jej usuwaniem zajęły się trzy zastępy strażaków z JRG Łomża oraz specjalistyczna grupa ratownictwa chemiczno-ekologicznego z Białegostoku.
Chodziło przede wszystkim o to, żeby substancja nie dostała się do większego cieku wodnego, czyli do Narwi. Na szczęście kryzys udało się opanować.
Strażacy zbudowali trzy zapory sorpcyjne. Pierwsza z nich pojawiła się w okolicach grobli Jednaczewskiej, druga przy mostku (ul. Wojska Polskiego), trzecia - w okolicach ul. Spokojnej i Pileckiego.
- To drewniane konstrukcje z ciukami [siano lub słoma sprasowane prasą rolniczą w kształcie bryły o podstawie prostokąta - przyp. red] a także rękawy sorpcyjne z substancją, która wychwytuje ropę - mówi Grzegorz Wilczyński, zastępca Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Łomży.
Mimo zakończenia działań, zapory nie zostaną jeszcze rozebrane. Dlaczego? Jak tłumaczy Grzegorz Wilczyński, w miejscu, gdzie stężenie substancji było największe, w pewnym stopniu, zgromadziła się ona na brzegu rzeki i kiedy pojawią się deszcze, ponownie będzie nią płynąć.
Jednocześnie nie wiadomo jeszcze, jak doszło do zanieczyszczenia. Śledztwo w tej sprawie prowadzi policja, pod pod kątem art. 182 kodeksu karnego, czyli zanieczyszczenia środowiska w znacznych rozmiarach.