Współwłaścicielki podłomżyńskiej sali weselnej Łapińscy pojawiły się w Sejmie i wzięły udział w konferencji prasowej Konfederacji. Tematem przewodnim była tragiczna sytuacja branży weselnej w Polsce. "Chciałybyśmy oficjalnie ogłosić, że jeśli w ciągu dwóch najbliższych tygodni rząd nie ogłosi oficjalnego planu powrotu do działania branży weselnej, z dniem 5 kwietnia (...) przyłączamy się do akcji #otwieraMY"
- Nie reprezentujemy tylko i wyłącznie naszego rodzinnego biznesu, ale stajemy tutaj jako reprezentantki potężnej branży weselnej, która w Polsce zatrudnia według szacunków kilkadziesiąt tysięcy osób - mówiła - Agnieszka Łapińska, współwłaścicielka sali weselnej Łapińscy, która zwracała uwagę na rażące błędy powtarzane w debacie publicznej.
Pierwszym z nich jest fakt, że w trakcie lockdownu, poszczególne branże traktowane są bardzo elementarnie.
- Słyszy się, że branża fitness nie musi istnieć ponieważ każdy może sobie kupić hantle i ćwiczyć w domu. Słyszy się, że branża weselna też nie musi istnieć, bo pary młode przecież mogą wziąć sam ślub i urządzić przyjęcie dla pięciu osób w domu. Podobnie jest z branżą restauracyjną. Ta fragmentaryzacja może prowadzić do wniosku, że te branże nie są tak istotne w całości gospodarki. Czymże jednak jest całość gospodarki jak nie sumą takich poszczególnych elementów.
Agnieszka Łapińska mówiła, że nie da się dłużej funkcjonować na podstawie otwartych sklepów spożywczych i banków - potrzebni są ludzi i płynność finansowa, "a ona się dramatycznie kończy". Kolejną kwestią jest niepotrzebny i bardzo błędny podział polskiego społeczeństwa na przedsiębiorców dotkniętych obostrzeniami i całą resztę.
- Narracja wygląda w ten sposób, że lockdown i obostrzenia to problem przedsiębiorców z branży weselnej, przedsiębiorców z branży restauracyjnej czy hotelarskiej, a nie pozostałej części obywateli Polski. Proszę państwa, to jest jedno z największych kłamstw jakie udało mi się usłyszeć w ciągu ostatnich miesięcy. Lockdown to problem nas wszystkich ponieważ osoby, które jeszcze resztkami sił, topniejącymi już w zastraszającym tempie zasobami finansowymi, zarówno przedsiębiorców jak i własnych pracowników, utrzymują się na swoich posadach. - mówiła przedstawicielka podłomżyńskiej sali weselnej.
Według jej przewidywań, w ciągu miesiąca lub dwóch na rynku pracy w Polsce pojawi się około trzech do czterech milionów osób bezrobotnych, które są zatrudnione w zamkniętych branżach oraz branżach, które są od nich zależne.
- Jeśli myślicie, że lockdown nie dotyka was teraz personalnie, to myślcie co stanie się za te kilka miesięcy, kiedy te miliony osób niemających pracy będą zdolne podjąć każdą pracę za każde pieniądze, żeby wyżywić swoje rodziny Co w tym momencie stanie się z waszymi pensjami. Spadną i to drastycznie - takie są prawa rynku.
Druga współwłaścicielka sali, Anna Łapińska, poruszyła temat okrzyknięcia wesel "kolebką pandemii i śmiertelnym zagrożeniem", pomimo braku rzetelnych badań. Jej zdaniem powodem takiej sytuacji jest brak logiki i poszanowania dla trzeźwego myślenia, a także pogoń mediów za sensacją. Pary młode przeżywają horror.
- Cała branża weselna ledwo funkcjonuje na granicy rentowności. (...) Zainteresowanie organizacją wesel nie maleje, ono jest ogromne, tak jak było od lat i pandemia tego nie zmienia. Terminarze sal weselnych i obiektów eventowych pękają w szwach. Pary młode nie boją się organizacji wesel, pary młode też nie boją się koronawirusa, tak samo jak inni organizatorzy przyjęć - mówiła. - Wiem to, ponieważ rozmawiam z takimi organizatorami cały ubiegły rok i obecny.
Czego boją się organizatorzy przyjęć i eventów?
- Boją się chaotycznych i niekompetentnych działań rządu, decyzji podejmowanych na ostatnią chwilę, które wszystko zmieniają. Boją się też nielogicznych limitów osób na przyjęciach wprowadzanych z dnia na dzień, często na dzień przed przyjęciem weselnym (...), kiedy wszystkie koszty pary młode poniosły już na kilka miesięcy albo lat przed organizacją przyjęcia weselnego przygotowując się na 100 czy 50 osób więcej. To są ogromne straty.
Straty ponoszą też sale weselne, które przygotowują się z minimum kilkudniowym lub tygodniowym wyprzedzeniem, czasami na dwukrotnie większą liczbę gości.
- To są ogromne straty finansowe - zauważa Anna Łapińska - Te sytuacje to są ogromne emocje, negatywne emocje, których nikt z nas nie chciałby przeżywać. Nikomu ich nie życzymy. Tak dłużej być nie może.
Anna Łapińska odniosła się też do form wsparcia ogłaszanych przez rząd. Jej zdaniem wystarcza ono na jedynie zapłatę dla pracowników.
- Takie wsparcie wystarcza zaledwie na zapłatę za pracowników. Nie mowa już o innych zobowiązaniach obiektów eventowych: zapłatę za pensję, zapłatę za ZUS-y. Jeżeli chodzi o podatki, to na to już nie starcza. (...) Przedsiębiorcy są zobligowani, by przez okres 12 miesięcy utrzymywać dokładnie wszystkie miejsca pracy. To są ogromne pieniadze i tutaj nie można mówić, że przedsiębiorcy dostają jakąś rekompensatę za poniesione straty, bo przedsiębiorcom nie zostaje nic. Dlatego możecie państwo teraz obserwować tak liczne sytuacje, w których otwierają się przedsiębiorcy z braży turystycznej, branży fitness, branży gastronomicznej. I oni będą się otwierać, bo groźby, że PFR cofnie tarczę czy zabierze dofinansowanie, nie robią wrażenia w sytuacji tego, jak ogromne są straty.
Podczas konferencji mogliśmy też usłyszeć, że jeżeli rząd nie ogłosi w ciągu następnych dwóch tygodni planu powrotu do działania branży weselnej, to sala Łapińscy przyłączy się do akcji #otwieraMY
Więcej w zapisie VIDEO z konferencji: